sobota, 18 września 2010

Zadyma

Zadyma wokół „krzyża kaczyńskiego” przeraża mnie ale jednocześnie napawa optymizmem. Dlaczego? Otóż po pierwsze ukazała słabość państwa w konfrontacji z terroryzmem katolickim. Garstka oszalałych na tle religijnym staruszków pokonała połączone służby porządkowe miejskie i państwowe. Ani straż miejska, ani policja nie były w stanie wyegzekwować prawa. Inną sprawą jest postawa natchnionej w duchu świętym prezydentki Warszawy. Gdyby wydała zdecydowane polecenia swoim funkcjonariuszom pewnie byłoby już po wszystkim. Ale przykościelna paniusia woli szastać milionami, będącymi własnością mieszkańców Warszawy niż narazić się katoterrorystom. Innym powodem do niepokoju jest łatwość, z jaką PiSuary potrafią porwać swoich fanatycznych zwolenników do łamania prawa. Pierwszy zadymiarz RP czyli J. Kaczyński nie zawahał się rzucić do boju swoich wiernych wyznawców i osiągnął sukces. Od kilku miesięcy jest na ustach i łamach mediów w Polsce ale nie tylko bo cały świat pokazuje naszą głupotę i niemoc. Cel tych działań jest oczywisty. Nie ważne jak o tobie mówią, dobrze czy źle, ważne żeby mówili. I mówi się ciągle o „wspaniałym’ prezydencie Kaczyńskim a przy okazji o jego nie mniej wspaniałym bracie. Tradycja nakazująca o zmarłych mówić dobrze lub wcale zamyka usta wszystkim krytykom, którzy powinni głośno krzyczeć jak żałosna i przynosząca wstyd Polsce była prezydentura L. Kaczyńskiego. A mówić o tym trzeba bo „pierwszy brat” i jego wierni poplecznicy wmawiają jak wspaniałym politykiem i mężem stanu, na skalę co najmniej europejską, był L. Kaczyński. I stąd bierze się idea wybudowania mu pomnika, na który w niczym sobie nie zasłużył. Gdyby nie tragiczna śmierć odszedłby z urzędu w niesławie i pozostałyby tylko żałosne wspomnienia. Pamiętajmy, że wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą a żeby tego uniknąć trzeba przypominać prawdę o „dokonaniach’ Kaczyńskich.


Ale cała ta żałosna farsa ma też swoje jasne strony. Pokazuje dowodnie jak słaby i podzielony jest polski episkopat. Biskupi już dawno utracili władzę nad sektą Rydzyka, o ile kiedykolwiek ją mieli. Niektórzy z nich, jak na przykład Głódź, próbują się podpiąć pod „Moherencję” ale to on jest im bardziej potrzebny niż oni jemu. Teraz wymknęli się spod kontroli biskupów „krzyżacy” za nic mający nakazy płynące z Miodowej. Oni są już przecież wyznawcami kaczokatolicyzmu. Na zewnątrz „czerwone berety” pokazują pozorną jedność i prężą zwiotczałe muskuły aby wywrzeć presję na zatrwożoną władzę. Wiedzą, że aby utrzymać dające bajeczne bogactwo przywileje muszą stanowić jedność, to w rzeczywistości ich wpływ na to co dzieje się w polskim kościele jest niewielki. Każdy z biskupów uprawia własne poletko, z którego chce wyciągnąć jak największe plony. Również coraz częściej odważniejsi wierni pokazują panom biskupom wała i robią co chcą za nic mając stanowisko kościoła w kwestii antykoncepcji, in vitro czy nawet tak potępianej aborcji.. Podobnie zachowuje się coraz więcej księży a głosy byłych duchownych, którzy mieli odwagę odejść z kościoła kat. nie pozostawiają złudzeń co do kondycji tej pasożytniczej organizacji. Kolos zaczyna się chwiać i jego upadek jest coraz bliższy a to musi cieszyć każdego racjonalnie myślącego. I tym optymistycznym akcentem wypada zakończyć ten tekst.

Krzysztof Tinc