Prezes wszystkich prawych i sprawiedliwych na tym łez padole od lat powtarza, jak mantrę, że tylko jego pozytywni bohaterowie na skale są zdolni przeprowadzić z powodzeniem naszą nawę państwową przez mętne wody wzburzonej rzeczywistości politycznej i gospodarczej. Wszystko dlatego, że są krystalicznie czyści w intencjach i rękach oraz pozbawieni wszelkich niecnych skłonności i słabości. Są politycznie honorowi, nie biorą łapówek, a nawet nie jeżdżą po pijaku i nie biją osobistych żon. Znaczy to, że wszyscy kanceliści prezesa są jak żona cesarza, poza wszelkimi podejrzeniami. Życie ukazuje jednak co rusz zupełnie inny wizerunek tych państwowych kryształów. Widać czarno na białym, że jeśli chodzi o żonę cesarza, to bliżej im do Messaliny, aniżeli oktawianowej Liwii.
Potwierdzają to ostatnie aresztowania w naszym Urzędzie Marszałkowskim. Zastępcy dyrektora Kędzierskiego od konkursów kadrowych i obrotnej sekretarce postawiono zarzuty korupcyjne. Nie wiadomo dlaczego antykorupcjonistów Kamińskiego wyręczyli w tym policjanci. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że do odpowiedzialności za stan moralności urzędniczej ani ciut, ciut nie poczuwa się marszałek Cholewiński, de domo z włości pysznickiej. Uważa on ponadto, że ten przypadek jest przejawem głupoty urzędniczej. Wygląda na to, iż gdyby nie dali się złapać, byliby nadal urzędnikami mądrymi w prawości i sprawiedliwości i w dodatku honorowymi. Przy okazji powychodziło cały szereg innych zafajdanych przypadłości tego urzędu, jedynego już w Polsce rządzonego przez PiS. Zatrudnienie prowadzone na nepotycznych zasadach wzrosło w ostatnich latach o ponad 300 pracowników, natomiast poziom i jakość pracy, ani trochę. Szanowny obywatel Dżeki Marchewa twierdzi, że jest to przejaw demokracji. Według niego dyktatura władzy jest wówczas, gdy ta władza robi co chce, a obywatele nie mają prawa wtrącać się. Natomiast w demokracji obywatele mają prawo wtrącać się, a władza robi co chce. Sprawa jest ponoć rozwojowa. Ale skoro nadający się na sołtysa Zygmunt Cholewiński rozwinął się aż na marszałka, to okulałe nawyki urzędnicze rozdmuchanej rzeszy zatrudnionych podlegają także rozwojowi.
Roman Małek






