sobota, 13 czerwca 2009

I po wyborach

Wyborczy młyn przetoczył się przez cały kraj. Tym razem wybieraliśmy tych, którzy przez najbliższe pięć lat będą nas reprezentować w Parlamencie Europejskim. Cała kampania przypominała kiepskie piwo. Dużo sikania, a mało procentów. Czegóż ci kandydaci nie obiecywali. A to załatwią budowę szkoły, to znowu most, drogę do świetlanej przyszłości, spowodują, że wszyscy będą młodzi, piękni i bogaci, albo coś podobnego. Nie obiecywali jedynie załatwienia unijnych pieniędzy na Frankowe koło do wozu drabiniastego. Jeśli kompetencje Europarlamentu popieprzyły im się z uprawnieniami urzędu gminy, to powinni kandydować do rady sołeckiej, albo rady parafialnej, a nie pchać się na europejskie salony. Jeden z kandydatów dał się w Rzeszowie włóczyć za samochodem, ale nie pomogło. Nie ukrzyżykowali go. Dwóch chwaliło się, że są sprawdzeni. Nie podali tylko przez kogo. Też nie pomogło, bo widocznie sprawdziły ich jedynie żony, a nie elektorat. Mieliśmy na listach trochę desantu, ale zrzutkom także nic nie pomogło. Marian Duce Krzaklewski chadzał trochę po rzeszowskim rynku, przybył wraz z małżowiną do lokalu przy Dominikańskiej i co? A także nul. Nie pomogło nawet poklepywanie przez Tuska po garbie. Gdzieś w Polsce wybrano Kazimierza Marcinkiewicza, ale nie tego. Wybrano panią Hubner, ale również nie tę. Za to uczony wielce Kraków postawił na zdecydowanie niedouczonego Ziobrę i cieszy się, że zakpił sobie z pragmatycznej logiki. Samoobrona nie przekroczyła progu za co Lepper obwinił telewizornię, która sekowała go. Ale Libertas z uduchowionym Zawiszą TVP preferowała wielce, a wynik uzyskali jeszcze gorszy. Teraz zaczęła się batalia o unijne stołki. Chodzi o gospodarczego komisarza, czyli unijnego ministra, nie mylić z ministrantem, oraz przewodniczącego. Tu nasz przykrzaklewski Buzek, przygarnięty do upojnej piersi Platformy, wojuje z czwartorzędnym makaroniarzem. Całe wybory olała nasza młodzież i znaczna większość elektoratu wiejskiego. Żeby tylko znowu nie wyszło na to, że wszystkiemu winne jest przypadkowe społeczeństwo, ujadające kundelki, cykliści, komuniści i liczba plam na Słońcu. A poza tym to wszyscy zdrowi. Najlepszą jednak wiadomością ostatnich dni był news o 75. urodzinach Kaczora Donalda, który nadal cieszy się dobrym zdrowiem i witalnością.

Roman Małek

Dwa w jednym

Nasi władcy zafundowali nam cymes spektakl zatytułowany 20. rocznica obalenia komunizmu w Polsce. Mało istotnym jest fakt, że obalono coś, czego w naszym kraju nikt nie widział. Obaliła go w telewizji aktorka Szczepkowska i Jarosław I Sprawiedliwy pospołu z bliźniakiem, czego też nikt nie widział. Sami obalacze od razu podzielili się na dwie zwalczające się frakcje obrośnięte wszelkiej maści potakiewiczami i klakierami. Wojna zatem wybuchła na dobre. W konsekwencji mieliśmy dwie konkurencyjne imprezy. W Gdańsku zorganizowano ją na obstalunek prezydenta, a w Krakowie premiera. Przy czym ta w Gdańsku została zaszczycona prezydentem, Kurskim i prałatem Jankowskim, a ta w Krakowie przez całą rządową wierchowinę, Lecha Wałęsę i europejskie głowy państwa. No i cóż miał robić statystyczny Polak? A to, co zrobił. Olał równiutko obie i poszedł na piwo. Mnie bardziej do gustu przypadła impreza gdańska. Zdecydowanie więcej uciesznych głupot tam nawyplatano i namlaskano. No i ten imponujący program! Msza, wiec, grochówka i biało-czerwony tort. A cały cywilizowany świat znowu miał ubaw po pachy. Jak zwykle wyszło bowiem, że nasze elyty różnią się nawet w kwestii odpowiedzi na pytanie, która jest godzina, a co dopiero w poważniejszych sprawach historycznych. A szanowny obywatel Dżeki Marchewa miał okazję do filozoficznej refleksji. Stwierdził z przekonaniem, że znowu za nasze pieniądze nasrali nam w kalendarz.

Roman Małek

Kłaść interes

W ostatnim miesiącu fajerwerki słowne ogniskowały się w zasadzie na kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Bardzo ciekawych i trafnych określeń nie odnotowałem. Ot, taka sobie standardowa szarzyzna. Chociaż harcownicy starali się, ale jakby nie stało weny twórczej.

Kinderniespodzianka – to w połowie przetłumaczone z niemieckiego słowo zrobiło karierę w trwającej kampanii wyborczej. Wpierw Janusz Palikot uznał, że jego adwersarz z PiS zamiast jaj ma kinderniespodzianki, a niedawno tenże zaczepiony publicznie przekazał mu z kolei w rewanżu dwa takie jajka zabawki w kontekście jego szemranych interesów z podejrzanymi firmami z rajskich Karaibów. W tej jajcarskiej przepychance górą są jaja dla dzieci. Takie jaja, jacy jajcarze.

Kłaść interes – przyprezydencki Michał Kamiński, chcący uszczęśliwić europarlament swoją fizjonomią, oświadczył wszem i wobec, że kładzie interes narodowy przed wszystkimi innymi. Nikt mu tego nie może zabronić. Inni ten interes jednak stawiają, ale Kamiński chce go kłaść, żeby leżał. Można na leżąco z interesem coś robić, ale na pewno nie narodowym. No, chyba że interes Kamińskiego został podniesiony do takiej rangi, że stał się on narodowym, ale o tym nawet Radio Maryja nic nie obwieszczało i Pospieszalski również nic nie mówił. Jednak Kamińskiemu nawet z kładzionym interesem wypada życzyć interesowej sprawności.

Kurtyzana – tak pieszczotliwie Jacek Kurski raczył zdefiniować Platformę Obywatelską. Jeśli wierzyć słownikowi, tak określano drzewiej kochankę wysoko postawionej osobistości. Z kim zatem ta Platforma puszcza się? Nie sądzę, żeby akurat z Kurskim, albo boską Szczypińską. A może Kurskiemu chodziło o Pawlaka? Chociaż z drugiej strony premier mając dziadka w Wermachcie mógł partyjne uczucia skierować w stronę pani kanclerz Merkel. Bądź co bądź, przynajmniej z imienia anielska. Wiano także nie do pogardzenia.

Rozrzutnik – w ten sposób Andrzej Szlachta określił prezydenta Ferenca za sfinansowanie portretów wszystkich władców Rzeszowa od autonomii galicyjskiej począwszy. Uznał, że poprzedni zestaw obskurnych fotografii był w sam raz. Kwestia gustu. Według mnie ta fotograficzna mizeria nadaje się, ale do galerii sołtysów w Porażu, a nie burmistrzów i prezydentów królewskiego miasta Rzeszowa. Ponadto uważa on, że prezydent Ferenc naruszył jego godność zlecając wykonanie kiepskiego obrazu bez zgody Szlachty. Według mnie obraz jest o wiele korzystniejszy od żywego pierwowzoru, chociażby z tego powodu, że nic nie mówi. A poza tym zawsze można prezydenta zaskarżyć. Doda nawet ostatnio wygrała proces o majtki, to dlaczego Andrzej Szlachta nie miałby wygrać o konterfekt?

Szkodnik polityczny – Grzegorz Napieralski tak postrzega naszego Mariana Duce Krzaklewskiego. Chodzi mu głównie o to, że tak kierował państwowym wehikułem z tylnego siedzenia, że doszło do zmęczenia materiału i cała maszyneria dupnęła z hukiem o dno budżetowej dziury. Trzeba było później tę dziurę przez lata zasypywać, a i tak do dzisiaj to nie udało się do końca. A w Europie trzeba mieć z czym pokazać się, a nie tylko samymi wartościami i zestawem nadętych min.

Roman Małek