W ostatnim miesiącu fajerwerki słowne ogniskowały się w zasadzie na kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Bardzo ciekawych i trafnych określeń nie odnotowałem. Ot, taka sobie standardowa szarzyzna. Chociaż harcownicy starali się, ale jakby nie stało weny twórczej.
Kinderniespodzianka – to w połowie przetłumaczone z niemieckiego słowo zrobiło karierę w trwającej kampanii wyborczej. Wpierw Janusz Palikot uznał, że jego adwersarz z PiS zamiast jaj ma kinderniespodzianki, a niedawno tenże zaczepiony publicznie przekazał mu z kolei w rewanżu dwa takie jajka zabawki w kontekście jego szemranych interesów z podejrzanymi firmami z rajskich Karaibów. W tej jajcarskiej przepychance górą są jaja dla dzieci. Takie jaja, jacy jajcarze.
Kłaść interes – przyprezydencki Michał Kamiński, chcący uszczęśliwić europarlament swoją fizjonomią, oświadczył wszem i wobec, że kładzie interes narodowy przed wszystkimi innymi. Nikt mu tego nie może zabronić. Inni ten interes jednak stawiają, ale Kamiński chce go kłaść, żeby leżał. Można na leżąco z interesem coś robić, ale na pewno nie narodowym. No, chyba że interes Kamińskiego został podniesiony do takiej rangi, że stał się on narodowym, ale o tym nawet Radio Maryja nic nie obwieszczało i Pospieszalski również nic nie mówił. Jednak Kamińskiemu nawet z kładzionym interesem wypada życzyć interesowej sprawności.
Kurtyzana – tak pieszczotliwie Jacek Kurski raczył zdefiniować Platformę Obywatelską. Jeśli wierzyć słownikowi, tak określano drzewiej kochankę wysoko postawionej osobistości. Z kim zatem ta Platforma puszcza się? Nie sądzę, żeby akurat z Kurskim, albo boską Szczypińską. A może Kurskiemu chodziło o Pawlaka? Chociaż z drugiej strony premier mając dziadka w Wermachcie mógł partyjne uczucia skierować w stronę pani kanclerz Merkel. Bądź co bądź, przynajmniej z imienia anielska. Wiano także nie do pogardzenia.
Rozrzutnik – w ten sposób Andrzej Szlachta określił prezydenta Ferenca za sfinansowanie portretów wszystkich władców Rzeszowa od autonomii galicyjskiej począwszy. Uznał, że poprzedni zestaw obskurnych fotografii był w sam raz. Kwestia gustu. Według mnie ta fotograficzna mizeria nadaje się, ale do galerii sołtysów w Porażu, a nie burmistrzów i prezydentów królewskiego miasta Rzeszowa. Ponadto uważa on, że prezydent Ferenc naruszył jego godność zlecając wykonanie kiepskiego obrazu bez zgody Szlachty. Według mnie obraz jest o wiele korzystniejszy od żywego pierwowzoru, chociażby z tego powodu, że nic nie mówi. A poza tym zawsze można prezydenta zaskarżyć. Doda nawet ostatnio wygrała proces o majtki, to dlaczego Andrzej Szlachta nie miałby wygrać o konterfekt?
Szkodnik polityczny – Grzegorz Napieralski tak postrzega naszego Mariana Duce Krzaklewskiego. Chodzi mu głównie o to, że tak kierował państwowym wehikułem z tylnego siedzenia, że doszło do zmęczenia materiału i cała maszyneria dupnęła z hukiem o dno budżetowej dziury. Trzeba było później tę dziurę przez lata zasypywać, a i tak do dzisiaj to nie udało się do końca. A w Europie trzeba mieć z czym pokazać się, a nie tylko samymi wartościami i zestawem nadętych min.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz