Nasi władcy zafundowali nam cymes spektakl zatytułowany 20. rocznica obalenia komunizmu w Polsce. Mało istotnym jest fakt, że obalono coś, czego w naszym kraju nikt nie widział. Obaliła go w telewizji aktorka Szczepkowska i Jarosław I Sprawiedliwy pospołu z bliźniakiem, czego też nikt nie widział. Sami obalacze od razu podzielili się na dwie zwalczające się frakcje obrośnięte wszelkiej maści potakiewiczami i klakierami. Wojna zatem wybuchła na dobre. W konsekwencji mieliśmy dwie konkurencyjne imprezy. W Gdańsku zorganizowano ją na obstalunek prezydenta, a w Krakowie premiera. Przy czym ta w Gdańsku została zaszczycona prezydentem, Kurskim i prałatem Jankowskim, a ta w Krakowie przez całą rządową wierchowinę, Lecha Wałęsę i europejskie głowy państwa. No i cóż miał robić statystyczny Polak? A to, co zrobił. Olał równiutko obie i poszedł na piwo. Mnie bardziej do gustu przypadła impreza gdańska. Zdecydowanie więcej uciesznych głupot tam nawyplatano i namlaskano. No i ten imponujący program! Msza, wiec, grochówka i biało-czerwony tort. A cały cywilizowany świat znowu miał ubaw po pachy. Jak zwykle wyszło bowiem, że nasze elyty różnią się nawet w kwestii odpowiedzi na pytanie, która jest godzina, a co dopiero w poważniejszych sprawach historycznych. A szanowny obywatel Dżeki Marchewa miał okazję do filozoficznej refleksji. Stwierdził z przekonaniem, że znowu za nasze pieniądze nasrali nam w kalendarz.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz