piątek, 8 maja 2009

Kaczorki lepsze

    Jak to u nas w zwyczaju, przed każdymi wyborami nasi wybrańcy opluwają się solidnie, ku uciesze coraz bardziej rozsierdzonego i sfrustrowanego społeczeństwa, nękanego skutkami ich nieudolności. Te igrzyska zaczynają już być trochę nudne i prowadzą raczej do niezbyt optymistycznych refleksji. Jaśniejszą ich stroną jest jedynie nowatorstwo stosowanych form językowych. Zaświadcza to jednoznacznie, że moja rubryka może liczyć na ciągły dopływ nowiuteńkich rodzynków. Tak trzymać, panowie! 

Małpia wojna – kolejna faza wojny na górze, a ta góra już dawno urodziła mysz. Tym razem małpia wojna, ponieważ bogobojny elektorat małpeczką nazywa wódczanego kurdupla, zawierającego mniej niż przyzwoite pół basa kwalifikowanej gorzały. Osobiście bardziej odpowiada mi, będące również w językowym obiegu, refleksyjne określenie atroficznej butelki mianem – emerytka. Chodzi o to, że emeryta na taką mizerotę jedynie stać. Proponuję, na cześć naszego prezydenta, te najmniejsze 100-gramowe małpeczki nazwać kaczorkami. Pierońska batalia zaczęła się bowiem wówczas, gdy poseł Palikot próbował dociec medialnie po kiego grzyba, albo dla kogo, kancelaria prezydencka zafundowała 47 litrów emerytkowych pojemników z gorzałą. Zaś kanceliści prezydenta, zamiast odpowiedzieć, kto w takiej mizerii gustuje, niby w trosce o czystość rządowych obyczajów zapytali od vocem, kto z kolei wypił wino czerwone i białe (zwłaszcza to czerwone) zakupione przez gryzipiórków z kancelarii premiera, za jedyne 42 tysiące złotych. W moim odczuciu na pohybel należy się premierowi. Za poczynienie poważnego kroku w stronę wynarodowienia władzy wykonawczej. Upijać winem mogą się jacyś makaroniarze, albo inne żabojady, a nie nasi prawdziwi, narodowi katolicy i patrioci. Też coś! Taż to o pomstę do nieba woła! Nawet rozgrzeszenie nie przysługuje.

Podskakiwać do góry – odkrywcza semantycznie konstrukcja językowa posła Kurskiego. Otóż w ten sposób ujął tenże Kurski reakcję premiera Tuska na wieść, że prezydent Obama zaszczyci go przy okazji intelektualnej uczty serwowanej przez prezydenta PiS. To ewidentnie zaświadcza, że wśród prawych i sprawiedliwych istnieją jeszcze inne kierunki poskakiwania. Pewnie można podskakiwać również w dół, w bok, przed siebie oraz do tyłu. Uczeni w piśmie twierdzą, iż można zrobić skok w bok, ale nie podskok. Można również niechlubnie dać tyły, jak chociażby nasi pod Korsuniem czy Ujściem, ale podskakiwanie do tyłu przystoi wyłącznie ekwilibrystom i Kurskiemu. Natomiast w dół da się wskoczyć, ale podskoczyć nie sposób.

Polityczny clown – to nowy tytuł nadany marszałkowi Niesiołowskiemu przez misyjnie sfrustrowanego, narodowego ideologa o czysto polskim nazwisku, czyli niejakiego Wildsteina, dla niepoznaki Bronisława. Po nadaniu tego tytułu onże Wildstein nadął się niczym ten Krzaklewski w najlepszych czasach i demonstracyjnie wyszedł ze studia TV, niestety bez torebki. Wyraźnie rozbawiony marszałek uznał to określenie za komplement, a samo wyjście za zbawienną działalność proekologiczną, gdyż powietrze zdecydowanie oczyściło się i odczuwalnie zmniejszony został środowiskowy poziom politycznych toksyn.    

Renacjonalizacja – to podstawowy cel nowej partii o nazwie Naprzód Polsko, stworzonej na wzór Forza Italia Berlusconiego. Naprzód młodzieży świata… już było. Ale Grabowski i Zawisza, nawet z podmalowanym wąsem, za młodzieniaszków mogą tak robić, jak moja teściowa za muzę pieśni miłosnej. Podjęli kolaboracje z międzynarodówką o dźwięcznej nazwie Libertas i zamierzają w Parlamencie Europejskim zmobilizować zdrowe siły starego kontynentu do przywrócenia realnego socjalizmu pod tytułem Naprzód Polsko na czele z Zawiszą z wąsikiem i Grabowskim z grabiami. Grzebałem w różnych kwitach, ale o tej renacjonalizacji niewiele znalazłem. Może coś sensownego dopiszą naprzodowcy? Obaj pisali już przecież i bełkotali w różnych partiach o różnych idiotyzmach. A może w narodowym widzie pokiełbasił im się ten europejski parlament z grą w zechcyka, a może zwyczajnie króliki im na strychu pieprzą się?

Tom drogom – nowatorska fonetycznie forma preferowana z lubością przez prezesa Jarosława I Sprawiedliwego. Uwzględniając prawidłowości językowe można by to zrozumieć, jako skróconą wersję zdania – tom poświęcony polskim drogom. Kontekst wskazuje jednak na ewidentną cechę charakterystyczną dla niektórych gwar, polegającą na rozszczepieniu samogłosek nosowych. Widocznie tak jest w gwarze żoliborskiej. Nie sprawdzałem. Zatem prezes chciał powiedzieć – tą drogą. Aż strach pomyśleć, co było by, gdyby nasz premier zaczął swoje przemówienia haratać w dialekcie kaszubskim! A, tak przy sposobności, panie prezesie, zaimek „ta” ma w rodzimym języku swoje różne formy fleksyjne w bierniku i narzędniku liczby pojedynczej. Dlatego, z szacunku dla tych zasad językowych, należy oglądać tę krowę (a nie tom), ale zabawiać się z tą damą. Chyba, że woli pan akurat odwrotnie. Ale błąd i tak pozostanie.

Roman Małek

Brak komentarzy: