Pisząc do wrześniowego numeru felieton o paralitycznych pląsach antykorupcjonistów, usiłujących za wszelką cenę przyszyć korupcyjny garb prezydentowi Ferencowi, nie przypuszczałem, że zechce mi się do tego problemu wracać. A jednak! Nawet pobieżna lektura zagranicznych serwisów wskazuje bowiem, że innostrańcy dostają kolki ze śmiechu na temat naszych dzielnych ścigaczy wszystkiego, a zwłaszcza korupcji. Tacy Amerykanie, dla przykładu, za cholerę nie są w stanie pojąć, że nasi agenci od korupcji rozdają duże pieniądze, zamiast je przechwytywać i zabierać, jak to jest w zwyczaju w USA. U nich nie prowokuje się dużą forsą i agentem Tomkiem lecz sytuacją. Dlatego przydupas Tomek nie mógłby tam kupić za państwowe pieniądze nie tylko rzekomej kamienicy Kwaśniewskich, ale nawet parkowej toi toiki. A kulawy James Bond z CBA jeszcze twierdzi, że cała ta sprawa jest rozwojowa. Nie dostrzegłem tego rozwoju, chyba że jest głęboko zakonspirowany. A może został tylko rozwinięty z gazety? Jedna z moich znajomych jest jednak żigolo Tomkiem zafascynowana. Może zatem warto by go sklonować dla poprawy kondycji psychicznej piękniejszej połowy naszej rodzimej populacji? Skoro już taki agent musi szastać naszym grosiwem, bez żadnego pożytku rozbijać się drogimi autami i motocyklami, to niechaj przynajmniej egzaltowane damy mają z tego przyjemność.
Okazuje się, że CBA, poczęte w pozamałżeńskim politycznym grzechu Platformy z PiS-em, dysponuje i innymi równie genialnymi agentami. Jeden z nich tak perfekcyjnie potrafi manewrować służbową bronią, że za pierwszym razem precyzyjnie odstrzelił sobie męskie klejnoty. Teraz może śpiewać niczym ten poznański słowik, a po wywaleniu z agencji ma murowaną fuchę w haremie, oczywiście nie jako właściciel, a strażnik haremowej cnoty. I pomyśleć, że taki dzielny wojak Szwejk całą wojnę światową bił się w intencji Najjaśniejszego Pana, przeżył lewatywę dla dobra ojczyzny, mądrość porucznika Lucasa, był nawet ranny w plecak i wojskową latrynę, ale klejnoty zachował nienaruszone. Ten dopiero nadawałby się na antykorupcjonistę!
A sam wódz Kamiński? Według naszego, średnio szkolonego pomaturalnie Kuchcińskiego, to jeden z największych bohaterów niepodległej Polski, który z otwartą przyłbicą ściga przestępców. Prawie Piłsudski, albo inny Sikorski. Tylko że nie doścignął praktycznie żadnego. A poza tym, coś w tu jednak jest! Przecież ci z przyłbicami, to jak najbardziej towarzysze pancerni! Chociaż jajami nie rzucali i nożyczek palcami nie udawali. CBA nie pęka! Ale obserwatorzy pękają – ze śmiechu. Wódz Mariusz Kamiński, jak na rasowego speca od służb specjalnych przystało, gania po wszystkich możliwych mediach i plecie tyle głupot, że stodoła mała. W cywilizowanym świecie tacy ustawowo milczą jak zaklęci. Ale nie z nami takie numery, Tusk, ty premierze! Onże Kamiński dowodzi, że nie pozwoli sobie zamknąć ust. Będzie bronił swojej godności i wiarygodności. Czyżby biedaczysko nie wiedziało, że zachodzi tu związek przyczynowo-skutkowy? Otóż aby czegoś bronić, to coś trzeba wpierw mieć! Ponadto, jako suweren deklauje, iż nie da się wziąć na małe idiotyczne triki premiera. Słusznie! Przecież sam potrafi robić i większe i bardziej idiotyczne.
A cała sprawa z tarczą antykorupcyjną, to według największego bohatera niepodległej, też lipa. Podsłuchy z prywatyzacji stoczni odczytywano dopiero we wrześniu. Mało w agencji ludzi i dlatego wódz musiał wybierać, ustalać priorytety. Też słusznie! Przecież nie można zajmować się takimi pierdołami jak stocznia, skoro należy ścigać korupcję prezydenta Ferenca, jeśli trzeba to do upadłego. Przecież tego szkodnika, który społecznie tkwił w zarządzie Stali, należy nabić na pal. Najlepiej przed wyborami. Znowu bardzo śmieszne, gdyby nie było powalająco idiotyczne. Jaki Kamiński i Kuchciński, takie priorytety! No, ale prokuratura rzeszowska postawiła Kamińskiemu zarzuty, a prokuratura tarnobrzeska stwierdziła, że prezydent Ferenc nie złamał prawa i całą dętą sprawę uwaliła. Ścigacze korupcyjni praktycznie wykorzystali już w kampanii antyferencowskiej wszystkie prawne i pozaprawne możliwości. Ale niechaj nie tracą ducha. Mogą się jeszcze poskarżyć do Koziołka Matołka i mojej teściowej. U niej nie ma przelewek. Wiem, co mówię! Skuteczność skargi będzie murowana jeśli podepnie się pod to zięcia. Głowa do góry, Kamiński! Lance do boju, szable w dłoń! Na koń! Jeśli zabrakło koni, może być osioł. Czas rozpocząć grillowanie polityki.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz