Pewien uważny czytelnik tej rubryki zwrócił mi uwagę na zbyt jednostronne promowanie przeze mnie nowatorstwa językowego polityków, z wyraźną dyskryminacją innych grup zawodowych i społecznych. Uwaga ze wszech miar słuszna. Postaram się ten despekt wyeliminować i z czasem doprowadzić całość do właściwych proporcji.
Denazyfikacja – według Leszka Millera to proces konieczny do przeprowadzenia w naszej telewizji, za przeproszeniem, publicznej. Chociaż ten proces został postanowiony jeszcze w Układzie Poczdamskim z 1945 roku, ale widocznie nie został dotychczas zakończony. Jakieś nazistowskie popłuczyny plączą się nawet na Woronicza. Było tam znowu wesoło. Rada Nadzorcza TVP swój pobyt zakończyła na bramce ochroniarskiej folwarku przygiertychowskiego Farfała. Mogli sobie przecież odbyć posiedzenie gdzie indziej. Najbliższe urządzenie z miejscami do siedzenia jest na przystanku autobusowym. Telewizja nie doniosła, czy rada z tego skorzystała. Nowy zaś prezes całował klamkę.
Gra na wynik – tak sprawozdawca sportowy, którego godności nie pomnę, określił cel biegania z piłką po placu gry. Wiedziałem, że ci od balona kopanego, rzucanego i bitego grają o zwycięstwo, punkty, honorową porażkę, pietruszkę, czapkę gruszek. Wiedziałem, że grają na boisku, parkiecie lub murawie. Ale o grze na wynik nie słyszałem. A może sprawozdawcy chodziło o grę na niby? Mogło mu jeszcze chodzić o grę na wysokim poziomie bez względu na wynik. W każdym razie na pewno polszczyzna sportowego gaduły odpowiada poziomowi rodzimych kopaczy balona. Niezbędny egzamin poprawkowy.
Holokaust – tak nowatorsko określił zbrodnię katyńską nasz prezydent. Szybko poparł go robiący również za historyka politycznego szansonista Kukiz, który zdecydowanie lepiej śpiewa, bo mówi jakoś cienko. W dodatku twierdzi, że napisał dokument o tym tragicznym wydarzeniu. Natomiast holocaust znaczy całopalenie, a dokładniej ofiarę doszczętnie spaloną na ołtarzu przez starożytnych Żydów. Zupełnie innego znaczenia nabrało to pojęcie w II wojnie światowej, gdy zgodnie z obłędną nazistowską ideologią dokonano masowej zagłady Żydów. Sami Żydzi uznali wykorzystanie przez prezydenta holocaustu za nadużycie.
Kobieta toksyczna – nowe określenie niegdysiejszego wampa w aktualnym, paskudniejszym wydaniu. To świadomy swoich seksualno-estetycznych walorów babski pasożyt, bez żenady spijający krwawicę z bogatego jelenia, który wierzy, że temu pasożytowi nie chodzi o tę krwawicę, a wyłącznie o jego męskie przymioty, których najczęściej nie posiada. Kobieta toksyczna wpierw doprowadza do tego, że upatrzona ofiara własnoręcznie dusi węża w swojej kieszeni i ślepnie. Ta toksyczność jest tu zastosowana jakby na wyrost. Przecież dama to nie bakteria jadowita, a substancje toksyczne nie skutkują męską głupotą, która jest niezbędna dla skuteczności działania wzmiankowanego pasożyta. Jeśli tylko pan jeleń straci z jakichś powodów swój najważniejszy walor, czyli zasobność konta, toksyczne cudo staje się bryłą lodu, bez mrugnięcia okiem wykopującą jelenia ze swojego życia i od razu rozglądającą się za następnym zasobnym jeleniem. Może być i tak, że wcześniej pojawi się bogatszy jeleń i zaoferuje więcej.
Mówić do ręki – w młodzieżowym slangu, to nic innego jak korzystać z telefonu komórkowego. Kiedyś tak eufemistycznie określano dawanie łapówki. Ale twórca obecnego określenia może pochwalić się nie byle jaką spostrzegawczością. Przecież często odnoszę wrażenie, że idący ulicą telefoniczny gaduła trzyma się za ucho, albo nawet w nim sobie dłubie. Jeśli miniaturyzacja będzie postępować w dotychczasowym tempie, to w niezbyt odległym czasie będziemy mówić już tylko do palca.
Najdalej daleki – oczywiście od prawdy. Tako rzecze prezes prawy i sprawiedliwy o wypowiedzi swojego adwersarza, który raczył nie zgodzić się z prezesowską definicją ludobójstwa. Takie stopniowanie ma swój urok językowy, gdyż w komplecie brzmi: daleki, dalej daleki, najdalej daleki. Jeszcze cudniej brzmi w odwrotną stronę: daleki, bliżej daleki, najbliżej daleki. Można w ten sposób stopniować i inne określenia jak chociażby – głupi, ale mogło by to zostać zrozumiane aluzyjnie. To już lepiej spróbuję ze słodkością. Najsłodziej słodka może być boska Szczypińska, a najkwaśniej słodki marszałek Niesiołowski. I jak tu nie lubić naszych polityków?
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz