Każdy kto w ostatni wtorek września wchodził rano do ratusza musiał zorientować się, że będzie uczestniczył w jakimś happeningu, albo że do drogi szykuje się uduchowiona pielgrzymka. Spora grupka obywateli obojga płci, strojna w sztandar, kawałki dykty na kijach i groźną powagę na obliczach, przygotowywała się do krucjaty i zdobywczym krokiem wstąpiła do sali sesyjnych obrad. Okrzyków nie wznosiła, a tylko spokojnie obsiadła krzesła przy ścianach. Z ich powodu poprzestawiano nawet porządek obrad.
Sesję jednak rozpoczęła debata w konwencji czy lepiej być pięknym i bogatym, czy raczej garbatym i biednym. Wszyscy zgodnie orzekli, że zdecydowanie korzystniejsza jest pierwsza wersja, a druga jakby trochę nie za bardzo. Otóż uznano, że skoro ruszyła rewitalizacja linii kolejowej z Rzeszowa do Ocic, co w konsekwencji odrodzi połączenie naszej metropolii ze stolicą, to należy podjąć starania o taki sam zabieg z linią do Jasła. W ten sposób warszawiacy będą mogli peregrynować bezpośrednio w Bieszczady. Nie wiem tyko od kiedy Jasło leży w tych Bieszczadach, bo Radio Maryja nic o zmianach geograficznych nie donosiło. Natomiast rzeczywiście wygodniej byłoby pociągiem w ciągu godziny dojeżdżać do tego Jasła. Bardzo ładnie wystąpił dyrektor Polskich Linii Kolejowych i uchwałę podjęto. Tyle tylko, że oprócz potwierdzenia intencji niczego ona nie daje. Ale jakiś cud może przecież zdarzyć się, jak najbardziej. Nauka czukocka zna takie przypadki.
Za cholerę niczego z proponowanych oczywistych zmian w budżecie nie pojmował tradycyjnie radny Kiczek and company. Widać ewidentnie, że nie chce się mu chodzić na posiedzenia stosownych komisji, które po drobnych takie kwestie roztrząsają i kontynuuje ulubione przez siebie młócenie słomy bez żadnej litości dla normalnie myślących uczestników radzieckich dysput. Najstarsi górale twierdzą jednak, że z takiej przypadłości może nasz radny z czasem wyrosnąć. Zatem anielska cierpliwość może zostać nagrodzona. Pożyjemy, zobaczymy.
Wreszcie na sesyjną ambonę wstąpił reprezentant tej happeningowej grupy i wygłosił wniosek o zmniejszenie o 50 ilości punktów handlujących w mieście gorzałą. Powtórzył pełny zestaw komunałów w tej kwestii. Powołał się na ponad dwa tysiące szabel, które za nim stoją, bo podpisały się pod odpowiednią petycją. Gdy uważniej przyglądnąłem się protestowiczom, skonstatowałem, że istotnie, sądząc po ich aparycji, to mogą oni pić wyłącznie ziółka i to tylko w wersji light. Wówczas radni Józefa Winiarska, Jan Mazur, a zwłaszcza Adolf Gubernat zaczęli racjonalnie wyjaśniać, gdzie tkwi problem alkoholizmu. Jego zwalczania nie da prowadzić się metodami administracyjnymi. Każde bowiem ograniczenie tego typu rodzi od razu patologię nie tylko gospodarczą. Podejmowane przez lata takie próby nie powiodły się. Wielką szkodę w kształtowaniu postaw młodzieży spowodowało rozwalenie w latach dziewięćdziesiątych całego systemu wychowawczego, który miała zastąpić powszechna katecheza. Cała rzesza 180 katechetów, pracująca w naszych szkołach za ponad 7 mln zł rocznie, nie uzyskuje tu pożądanych efektów wychowawczych. Nawet ogłoszony przez kościół sierpień miesiącem bez alkoholu przyniósł opłakane efekty. Tylko w pierwszym tygodniu sierpnia policja zatrzymała rekordową ilość pijanych kierowców. A prawie wszyscy są katolikami. Protestowicze zamiast próbować wysługiwać się Radą Miasta, powinni wybrać się do szkół, knajp i ogródków piwnych i tam spełniać swoją misję, która w takiej formie zasługiwać będzie na szacunek i wsparcie. Projekt uchwały o zmniejszeniu punktów sprzedaży z racjonalnych względów nie przeszedł.
Wreszcie został także powołany Miejski Dom Kultury. Ale w czasie dyskusji nad tym oczywistym rozwiązaniem odezwało się dwóch wybitnych znawców kultury, czyli radni Szyszka i Kultys. Wyrazili swój zatroskany sceptycyzm. Szczegóły pominę, aby wstydu oszczędzić. W konsekwencji uchwała została podjęta niemal jednomyślnie. Jedynie ekspert Ludwik Szyszka z dalekowzroczną przezornością wstrzymał się od głosu.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz