W listopadowych „Nowinach” przeczytałem ze sporym niesmakiem idiotyzmy niejakiego Andrzeja Filipczyka, lidera jakiejś egzotycznej, lokalnej grupy Ujawnić Prawdę. Otóż dał głos kolejny quasi specjalista od polityki historycznej, bardziej nawiedzony i radykalny od IPN. W swoim zapyziałym widzeniu zjawisk historycznych reaguje jak na rasowego apostatę ideologicznego przystało. Twierdzi, że PRL była zbrodnią na państwie polskim i narodzie. Zatem wszystko, co z tym okresem jest związane należy wyplenić i zburzyć, podobnie jak uczyniono to z pozostałościami po Hitlerze i Goeringu. Trzeba naprawdę cierpieć na umysłowe skarlenie, aby coś takiego wygłaszać i czynić takie kuriozalne porównania. W dodatku Filipczyk wali przy sposobności w siebie samego, jak w kaczy kuper. Nie miałem nieprzyjemności osobiście go znać. Natomiast ci, którzy znają go z tamtego okresu twierdzą, że był jednym z najbardziej zaangażowanych, młodzieżowych aktywistów miejskich programowo „wpajających idee marksizmu i leninizmu proletariackiego poprzez podniesienie działalności ideowo-wychowawczej w drużynach i szczepach” oraz dążących do „przyswajania przez młodzież wniosków wynikających z doświadczeń budownictwa socjalistycznego w Polsce”. Nic dodać, nic ująć! Skoro był to ustrój zbrodniczy, to Filipczyk powinien być też zbrodniarzem. Ale przecież nikomu rozsądnemu to do głowy nie przyszłoby, a Filipczykowi przyszło.
Całe rzesze historycznych autorytetów, nie tylko polskich, badających okres PRL poddaje krytycznej analizie tamte zjawiska. Niektóre oceniają bardzo krytycznie, ale nikomu poważnemu do głowy nie przyszło traktować tego okresu jako zbrodni na narodzie. Widocznie Filipczykowi drukowane kiepsko idą i rozpraw historycznych nie czyta. W przeciwnym razie nie plótłby wierutnych bzdur. Wypada mu zatem w zbliżającym się Nowym Roku życzyć zdrowia, bo na rozum u tego „bohatera” za późno. A świńska grypa ponoć szaleje!
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz