W ostatnich latach potęgi farmaceutyczne kręcą swoje lody przy pomocy mediów. Dostarczają nam apokaliptycznych horrorów, przy których wyczyny niejakiego Drakuli czy nawet jeźdźców Apokalipsy spadają do poziomu ringowej chlastaniny po mordach. Co dwa lata mamy nowy odcinek horroru zgodnie z prawami rynku medialnego. Nie da się dłużej eksploatować jednego straszaka. Naród chce być straszony czymś nowym. Byle raka, cukrzycy i ciśnienia nie boi się. Gdyby było inaczej z palenia preferowałby jedynie palenie się do roboty, panny Krysi, albo bohaterskich czynów. A taka banalna zwykła grypa może kogoś przestraszyć? Chyba tylko hipochondryka. Na tym nie da się zarobić.
Wpierw pojawiła się choroba wściekłych krów. Krowy zdychały od zawsze. Tę chorobę także zdefiniowano już dawno, jak wiele innych, chociażby groźną pryszczycę. Ale zaczęła straszyć wówczas, gdy media upierdliwie pokazywały zakapturzonych sanitariuszy tłukących bydło i z trącącą chryzantemą miną informowały, że gdzieś ktoś zmarł, a kolejka do umierania wydłuża się niczym po unijne fundusze. Nie wiadomo po co, ale wściekła pandemia kwitła. Ludzie zaczęli woleć gulasz z glist kalifornijskich, aniżeli przyzwoity stek wołowy, że o tatarze nie wspomnę. I co jeszcze robili? Szczepili się na potęgę za niebagatelne pieniądze! Niektórzy twierdzą, że zmarło nawet kilkunastu ludzi. Zgroza! Gdyby nie ta wścieklizna żyliby wszyscy, to pewne.
Gdy media i koncerny farmaceutyczne zarobiły swoje, a populacja hipochondryków nie rosła, dwa lata wstecz o naszą uświęconą ziemię rąbnęło jeszcze większe nieszczęście, czyli grypa ptasia. Znowu pełno było tych zakapturzonych, którzy tym razem gazowali kurczaki. Znowu media waliły na alarm, że gdzieś w Azji ktoś umarł, a u nas także mamy już ogromne zastępy kandydatów na aniołków. Znowu nic nie dawały racjonalne apele epidemiologów. Oglądacze wiedzieli swoje, a w aptekach znowu pojawił się ruch jak na Manhattanie. Po nastraszeniu kogo trzeba, zarobieniu ile trzeba, wszystko wróciło do normy. Nie na długo! Ruch w interesie musi przecież być, bo to złoty interes, a nie jakaś ochronka Matki Teresy.
Skoro rodak z białostockiego wymyślił maszynę do odmawiania różańca, to niby dlaczego spece od farmaceutycznego geszeftu nie mogli wymyślić kolejnej pandemii? W taki sposób nastąpiła pora na świnie. Nie dosyć, że niesłusznie obrywa się tej pożytecznej nierogaciźnie za rzekome opilstwo i paskudny świński charakter, to jeszcze kazali im roznosić wśród ludzi świńską niby grypę, po której trup ściele się tak gęsto, jak pod Waterloo czy w Hiroszimie. I znowu koncerny farmaceutyczne miały gotową szczepionkę, chociaż na taki AIDS nie mogą wymyślić od ponad trzydziestu lat. Tym razem największe przebicie było na maskach ochronnych. Na Ukrainie w rezerwie pozostały tylko końskie, bo u ludzi nie znaleziono twarzy o takich gabarytach. Chociaż fachowcy objaśniali, że to żadna ochrona w tę stronę, że wystarczy poszanowanie elementarnych zasad higieny. Nawet zagrożenie bezpłodnością nie zmniejszało zapotrzebowania na szczepionki bez atestów. Ileż idiotyzmów przy tej okazji można było usłyszeć lub przeczytać. Okazało się, że prawdziwą bombą pandemiczną są chore pielgrzymki muzułmańskie, bo nasze do Częstochowy czy Lichenia są zdrowe jak rydz! Namawiano lud Boży do wymagania od lekarzy rodzinnych diagnoz w tej sprawie. Ale jeśli taki lekarz nie ma środków do odróżniania księdza od kominiarza, to niby skąd ma mieć te do rozróżniania odmian grypy? Najgorzej miały gdzieniegdzie maluchy i mikołaje, bo tym ostatnim zakazano całować pandemicznie dzieci, a nawet głaskać je po główkach. Mikołajom dla poprawy samopoczucia mogę oferować swoją teściową do całowania, ale dla maluchów nie mam nic w zamian.
Takie powtarzające się kampanie medialno-farmaceutyczne można wziąć albo na pół litra, albo na śmiech. Poważnie nie da się! Corocznie na drogach traci życie 1,3 mln ludzi, czyli co minutę 12 osób. Na zwykłą grypę umiera rocznie 500-700 tys., czyli co minutę wybiera się w zaświaty około 6 osób. Żadnego wrzasku medialnego nie ma. To gdzie tu logika? Ta logika zaczyna się przejawiać w zagrypionych po świńsku (przepraszam te stworzenia) grach politycznych, w których czy to prezydent Juszczenko, czy nasz niedorzecznik praw obywatelskich, grają w grypę niczym w cymbergaja lub kiczki. A ludzie zaczynają naprawdę umierać, ponieważ nie dożywają wydłużających się kolejek do operacji, przeszczepu czy nawet zwykłego specjalisty. Umierają, bo nie ma ich kto przyjąć w szpitalu, albo po prostu nie mają na leki. A za jakieś dwa lata znowu media objawią nam kolejną, straszną nowinę, że będziemy niechybnie umierać na jakiś pandemicznie rozpleniony pierdoskręt wszawy, na który jest już gotowa droga szczepionka. Na zdrowie!
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz