Areszt wydobywczy – stan prawny praktykowany aktualnie w Polsce. Nie kopią tam niczego sensownego. Z grubsza polega on na tym, że z powodu najgłupszego podejrzenia puszkuje się człowieka, aby skruszał i przyznał się do zarzucanych, acz niepopełnionych czynów. Celuje w tym Kraków. Tam nie udowadnia się winy lecz trzyma delikwenta dopóty, dopóki nie udowodni on swojej niewinności. No, ale z tego królewskiego grodu wywodzą się tacy mocarze prawa, jak Ziobro i Wassermann, a więc wzorce niedoścignione. Wystarczy w odpowiedniej celi usadzić nawet światowej sławy profesora, aby wykazać się rewolucyjną czujnością. Po paru miesiącach każą go wypuścić, gdyż cała konstrukcja okazała się bzdurą. I co? Nic! Dlatego w Europie dzierżymy niekwestionowany prym w głupocie prawnej. Trybunał Europejski w Strassburgu przyłożył naszemu państwu tylko w 2008 roku i tylko do końca listopada aż 90 wyroków za bezsensowne stosowanie takiego aresztu. Drugim z kolei krajem jest w tym względzie Rosja z mizernym wynikiem 9 wyroków. Ależ znowu dołożyliśmy ruskim, jak Szwedom pod Ujściem!
Karły moralne – czyli osobniki o takim niedorozwoju etycznym, że opluwają Lecha Wałęsę odżegnując go od czci i wiary. Zdaniem ministra Sikorskiego nie zasługują z tego powodu na poważne traktowanie, gdyż jest to przejaw kalectwa. Niedorozwój fizyczny rzuca się w oczy, ale już ten duchowy tylko da się usłyszeć lub przeczytać. I jeden i drugi jest prawdopodobnie skutkiem nieodpowiedzialnego potraktowania przez rodziców uświęconego aktu poczęcia, czyli poskąpienia przez nich materiału prokreacyjnego. Skutkuje to pojawieniem się na bożym padole prokreacyjnych bubli, wobec których nawet współczesna medycyna jest bezsilna. W starożytnej Grecji problem ten rozwiązywano radykalnie. Prokreacyjne buble zrzucano po urodzeniu ze skały. Chociaż nie tak dawno istniał taki jeden. Był to zapluty karzeł imperializmu, czyli Josip Broz Tito.
Obszczymur – to nie jest jakiś tam wszechpolak, tylko według europarlamentarzysty Czarneckiego, niejaki poseł Janusz Palikot, znany z niekonwencjonalnych zachowań i wypowiedzi, zwłaszcza pod adresem twórców zarżniętej już IV RP. Rozumiem, że europan zna semantyczną zawartość cytowanego określenia. Jeśli tak, to nie powinien tego pojęcia doklejać Palikotowi. Nie pasuje w żaden sposób! W polskiej kulturze językowej takiego określenia używa się w odniesieniu do szwendającego się kundla, bezdomnego lub gorzelnianego menela, bądź fatalnie wychowanego higienicznie pryszczatego smarka. Zatem panie Czarnecki jest to taka sama różnica, jak między piciem w Szczawnicy i szczaniem w piwnicy. Dla naszego wybrańca z europejskiej półki to wsio ryba. I znowu ujawniły się niedostatki edukacyjne i sięgający bruku poziom kultury politycznej.
Wesołe powstanie – to według premiera Powstanie Wielkopolskie. Pewnie dlatego, że było przeprowadzone zupełnie nie po polsku. W odróżnieniu od wszystkich pozostałych było znakomicie przygotowane i przeprowadzone oraz jedyne zwycięskie i sensowne. Pomimo że pod bronią znalazło się ponad 100 tys. uczestników bezbłędna organizacja pozwoliła uniknąć idiotycznych, niepotrzebnych acz bohatersko pięknych ofiar. Po raz pierwszy po 90 latach to powstanie pojechali wygrywać pospołu prezydent z premierem. Uważam, że gdyby obaj to powstanie przygotowywali i poprowadzili, skończyłoby się jak wszystkie inne. No, bo gdyby premier zarządził bojową szarżę, prezydent bez mrugnięcia okiem odtrąbiłby odwrót. Czyli wszystko odbyłoby się po polsku, a nie po wielkopolsku.
Wyprzedaż – nowe zjawisko występujące z wielkim natężeniem tuż po świętach. W marketach można kupić taniej. Również wicepremier od gospodarki w tuskano-koniczynkowym rządzie, Waldemar Pawlak zachęcał do patriotycznego wykupu polskich towarów. Kiedyś nawet próbował jeździć cudownym wynalazkiem rodzimego przemysłu motoryzacyjnego, ale po trzeciej awarii, czyli po tygodniu przesiadł się z technicznego cudu na tandetną toyotę. Z kolei premier nie powielił pomysłu makaroniarza Berlusconiego, który swoim deputowanym zafundował prezenty za milion euro, ale tylko wytworzone we Włoszech. Zaś minister Sikorski ogłosił wyprzedaż prezydenckich pomysłów w sferze polityki zagranicznej, zwłaszcza Traktatu Lizbońskiego. Na tym tle niesprawiedliwie prezentuje się brak poświątecznego zrozumienia przez policję dla chęci skorzystania z wyprzedaży przez zmotoryzowanego biesiadnika. Gdy zabrakło gorzały ze zrozumiałych względów musiał pojechać na zakupy. A miał jedynie mizerne 4 promile i był zdecydowanie niedopity.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz