No i mamy historię jakby żywcem wyjętą z „Procesu” Franza Kafki. Skoro jest oskarżony i oskarżyciel, to wcale nie musi być winy, aby procedura toczyła się w absurdalnym kafkowskim świecie bez klamek. Wystarczy przecież abstrakcyjna konstrukcja formalna, aby odrealniony ciąg zdarzeń funkcjonował niezależnie od realnej rzeczywistości. To natrętne skojarzenie spotęgowała u mnie informacja o skierowaniu przez CBA do Rady Miasta Rzeszowa idiotycznego pod każdym względem wniosku o wygaszenie mandatu prezydenta Ferenca. Niby co, Rada Miasta ma być strażą pożarną CBA? Czyżby antykorupcjoniści nie mieli swoich sikawek, skoro zauważyli pożar w mandacie Ferenca? Przecież ten absurdalny cyrk antykorupcyjny trwa już kilka miesięcy. Skoro prawne możliwości CBA nie dały żadnego rezultatu, to dlaczego mają być skuteczne procedury pozaprawne? Rada Miasta nie ma przecież żadnych uprawnień w tym względzie i ten 20-stronicowy elaborat CBA przewodniczący Fijołek pewnie odłoży ad acta, a powinien wrzucić do kosza. Przecież wojewoda i minister spraw wewnętrznych i administracji jednoznacznie odrzucili wnioski ścigaczy korupcji ferencowskiej, nie dopatrując się w nich jakiegokolwiek sensu. Czy to znaczy, że są oni niekompetentni i prawnie głupsi od antykorupcjonistów? Przecież nie tak dawno podobną awanturę CBA już zafundowało burmistrzowi Łańcuta i jego zastępcy, którzy działali w jakimś lokalnym stowarzyszeniu. I co? A, no nic! Oskarżenia i wyniki dochodzenia zwiększyły tylko stan urzędniczej makulatury, ciśnienie u panów burmistrzów i dobre samopoczucie CBA.
Zgodnie z ustawowymi założeniami CBA ma ścigać i zwalczać korupcję. Na czym zatem ta korupcja prezydencka polega, że należy ją z taką determinacją i uporem ścigać? Otóż zaniżył, przestępca jeden, obmiar swojego domu o 2 metry kwadr. Z pewnością została ta powierzchnia dobudowana korupcyjnie i po cichu przez któregoś z wygranych przetargowiczów na roboty publiczne w mieście. Prawdopodobnie chodziło o wybudowanie dla prezydenta dyskretnego schowka na półlitrówkę, o której nie powinna dowiedzieć się żona. Przecież taka powierzchnia tylko na to nadaje się.
Zgodnie z ustawowymi założeniami CBA ma ścigać i zwalczać korupcję. Na czym zatem ta korupcja prezydencka polega, że należy ją z taką determinacją i uporem ścigać? Otóż zaniżył, przestępca jeden, obmiar swojego domu o 2 metry kwadr. Z pewnością została ta powierzchnia dobudowana korupcyjnie i po cichu przez któregoś z wygranych przetargowiczów na roboty publiczne w mieście. Prawdopodobnie chodziło o wybudowanie dla prezydenta dyskretnego schowka na półlitrówkę, o której nie powinna dowiedzieć się żona. Przecież taka powierzchnia tylko na to nadaje się.
Skoro skrupulatne badanie oświadczeń majątkowych prezydenta Ferenca za lata 2003-2008 nie dały nic oprócz dwumetrowego niedomiaru domu, należałoby pogrzebać również lepiej w innych sferach jego aktywności. Może należy do kółka różańcowego, albo i do koła gospodyń w którymś z przyłączonych osiedli? Darzy je bowiem podejrzaną, jak najbardziej, sympatią. Poszperałbym też w towarzystwie cyklistów. Narozrabiali już trochę za księdza Pirożyńskiego przed wojną, a prezydent im dziwnie sprzyja. Z pewnością zaś nie należy go szukać we władzach miłośników kosmatki, stowarzyszenia wielbicieli CBA oraz zamulonego zalewu.
A tak już zupełnie refleksyjnie, poważnie i do rzeczy. Dziwny ten nasz kraj, panujące w nim zwyczaje i stosowane preferencje. Centralne Biuro Antykorupcyjne stać na prowadzenie długotrwałych nikomu niepotrzebnych działań, jak chociażby te opisane wyżej. Natomiast policjant prawdziwie łapiący złodziei, łapowników, bandziorów i pilnujący porządku dostaje limit paliwa mniejszy od ilości wypijanej wódki przez przeciętnego rodaka.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz