No i mamy ciąg dalszy polityki historycznej. Tym razem jednak w skali zdecydowanie większej. Nie miałem zamiaru zabierać głosu w sprawie wojennej rocznicy. Ale dynamika głupoty pojawiającej się z różnych stron sceny politycznej najnormalniej rozzłościła mnie i nie tylko. Niektóre histeryczne reakcje trudno w jakichś racjonalnych kategoriach postrzegać. To już przestaje być i polityką i historią. To jest talibizacja i jednej i drugiej. Pojawia się uporczywe i coraz bardziej agresywne domaganie się niemal dżihadu w stosunku do wszystkich, którzy inaczej od naszych ortodoksów polityczno-historycznych oceniają drugą wojnę światową. Nieważne są wyważone głosy znawców przedmiotu. Rodzimi talibowie od historii wiedzą najlepiej.
Twierdzenie, że Rosjanie wywołali II wojnę jest tak samo prawdziwe, jak twierdzenie Rosjan, że haniebny pakt Ribbentrop-Mołotow został podpisany dla zyskania czasu na przygotowanie się do wojny. Obie tezy są idiotyczne. Ta wojna zaczęła się w Monachium. Właśnie tam Hitler przekonał się, że mocarstwa zachodnie nie zamierzają ginąć, ani za Pragę, ani za Gdańsk. Dla własnego spokoju sprzedadzą one bezczelnie każdego sojusznika. Dlatego cała nasza dyplomacja przedwojenna na nich oparta doprowadziła w konsekwencji do osamotnienia w momencie hitlerowskiej napaści. Owszem, zgodnie z podpisanymi układami, wojnę Niemcom wypowiedziały i Francja i Anglia, ale nikt nie zamierzał atakować Niemiec. Na ich zachodniej granicy trwała dziwna wojna, której faktycznie nie było, ponieważ przy takiej doktrynie militarnej być nie mogło. Poza tym zupełnie niepotrzebnym politycznie i militarnie incydentem z zajęciem Zaolzia zafajdaliśmy sobie stosunki nie tylko z Czechosłowacją. Zawsze mieliśmy do tego talent. Dlatego niektórzy traktują nas jak kraj sezonowy, który jest, a po sezonie może go nie być.
Cała krucjata antyrosyjska prowadzona przez bliźniaków wykazywała tylko jedną prawidłowość. Nasze stosunki z Rosją mogą być rozpatrywane tyko w kategoriach czarno-czarnych. Żaden inny odcień nie wchodzi w rachubę. Szanowni panowie! Tak politykę uprawiało się w XVII wieku. Jeśli tego nie zauważyliście, to informuję, że aktualnie żyjemy już w XXI i dlatego posługiwanie się archaiczną metodą jest absurdem. Wszyscy w Europie już dawno to zrozumieli. Wszyscy wojenni antagoniści już dawno poukładali sobie od nowa klocki i podjęli konstruktywną współpracę. Tylko my nadymamy się, jakbyśmy byli pępkiem świata. A jesteśmy zwykłym średnim krajem na dorobku, a nie potęgą. Jeśli ktoś woli to możemy być quazi mocarstwem ale sznurkiem wiązanym. Komu potrzebna ta wojna polsko-polska na pośmiewisko cywilizowanego świata?
Każda opozycja ma prawo do krytyki i sprzeciwu, ale na miłość boską nie do głupoty politycznej! Kwestionowanie sensu zapraszania na uroczystości rocznicowe premiera Rosji jest właśnie taką ewidentną głupotą. Przecież nie można udawać, że Rosji nie ma i że nie brała znaczącego udziału w II wojnie światowej. Jestem święcie przekonany, że gdyby Polska prezesa Kaczyńskiego była jedną ze stron nawiązujących dobrą współpracę po wojnie w układzie Niemcy-Francja, Niemcy-Rosja czy chociażby Rosja-Finlandia, żadnej współpracy w tym względzie nie byłoby. No, ale gdyby Putin ubrany w wór pokutny padł przed naszym prezydentem na kolana i ucałował jego spracowaną politycznie dłoń, może coś dałoby się zrobić. Na szczęście inni od Brzezińskiego po Wałęsę zdarzenia rocznicowe oceniają obiektywnie i w kategoriach zdroworozsądkowych, upatrując może jeszcze nie zwrot w stosunkach polsko-rosyjskich, ale krok we właściwym kierunku. Ale ta paskudna wojna w niektórych kręgach nadal mentalnie trwa.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz