czwartek, 18 marca 2010

Casting Na Bliźniaka

   Zaczęły się na dobre podchody i umizgi względem elektoratu przez chętnych do objęcia państwowej posady obrońcy żyrandola w Pałacu Namiestnikowskim, czyli w chałupie stojącej od zadniej strony pomnikowego konia księcia Pepi, postawionego w Warszawie. Całość medialnych fajerwerków w staraniach o tę robotę nazwano dla niepoznaki prezydencką kampanią wyborczą. No i poszły konie po betonie i jeszcze dalej. Rozumiem licytowanie się kandydatów walorami typu, który z nich ma większą halabardę, który spał na grubszym styropianie, albo który robi groźniejszą minę. Oczywiste jest pacykowanie wizerunku, rozciąganie uśmiechu, sumitowanie się w wartości, pielgrzymowanie, hakowanie, lanie pomyj na konkurencję. Ale tym razem platformersi dali czadu po amerykańsku. A co! Robią prawybory, czyli po naszemu casting na swojego bliźniaka. Miała rozgorzeć prawdziwa walka kandydatów na kandydata i co? Ledwie Sikorski powiedział, że źle dzieje się, gdy prezydent jest nie tylko niski, ale i mały i od razu wylądował na pokutnym dywanie Tuska. Partyjny celebryta Palikot, który nigdy nie cierpi na zatwardzenie talentu, próbował wcisnąć trochę ożywienia w ten marazm, z emocjami jak na rybach, i od razu prezes nakazał mu sto razy pisać poprawną sentencję. Te prawybory nie przypominają nawet porządnego wybierania prezesa straży, czy sołtysa w Jagielle. Ale medialny cel osiągają. Przecież chodzi o to, aby trąbiono o tym ile wlezie. Skoro nie potrafiliśmy porządnie zrobić ani transformacji, ani prywatyzacji, ani autostrad, a nawet kryzysu, to niby dlaczego miałyby wyjść prawybory?

Roman Małek  

Brak komentarzy: