Z wielkim rozrzewnieniem i nostalgią oglądałem wystąpienie prezesa Kaczyńskiego na kongresie prawych i sprawiedliwych w Poznaniu. Schyłkowy Gomułka w czystej, a nawet ulepszonej postaci. Była płomienna retoryka, dalekowzroczna wizja, miejsce Polski wśród potęg świata, naście koma trzy, wrzód na zdrowym ciele, piach w tryby postępu, posłannictwo historyczne i niestrudzona chęć szczera. Jedynie plan miał, tyle że dziesięcioletni, a nie pięcioletni. W środku nawet zainicjował podjętą przez wyznawców litanię do świętego Jarosława w intencji zagłady nieczystych sił PO. W trakcie oracji zgromadzeni co rusz nagradzali bardziej soczyste frazy długimi, niemilknącymi owacjami i okrzykami. Ba, nawet wykonywali rytualne ćwiczenia gimnastyczne w konwencji powstań – siad. Gdy prezes dobił szczęśliwie do kresu swojej mowy, zapytał retorycznie – zwyciężymy? Wyznawcy również retorycznie odpowiedzieli – zwyciężymy! Wódz wówczas spojrzał wokoło, 1200 gardeł grzmiało. I jak tu nie wierzyć europosłowi Migalskiemu, że PiS jest partią i konserwatywną, i bardzo postępową? W dodatku twierdzi, że prezes i właśnie Migalski są frapująco interesującymi postaciami. Popatrzcie, a ten Migalski z daleka wygląda nawet na mądrego. Na kongresie były również wybory! I to jakie wybory, jak na Cyrankiewicza w PRL-u! Na Jarosława Kaczyńskiego niemal jednogłośnie wybrano Jarosława Kaczyńskiego. Żadna podróbka nie kandydowała. Czyli jak u starego Forda. Każdy może sobie wybrać dowolny kolor samochodu, byleby był czarny.
czwartek, 18 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz