wtorek, 27 kwietnia 2010

Komuniści Obrodzili!

   Bardzo często życie współczesne bywa mocno zakorzenione w uwarunkowaniach historycznych. Zjawisko ze wszech miar pożądane i chwalebne, gdyż historia jest niewyobrażalnie bogatym źródłem wiedzy o ludzkim geniuszu i wielkości, przy równoważnym poziomie wiedzy o ludzkiej głupocie i nikczemności. Nic, tylko garściami czerpać z tej skarbnicy mądrości. Rzeczywistość jest jednak wielce przygnębiająca. Bowiem historia udowadnia nam również taką prawdę, że niczego nas nie nauczyła. W dodatku coraz częściej pojawia się idiotyczne zakłamywanie historii w imię obłędnych zasad polityki historycznej, używanej na ideologiczny obstalunek. Buduje się bzdurne mity. Te kłamstwa upowszechnia się tak, jakby rzetelną wiedzę historyczną powieszono na kołku. Spróbuję ją po swojemu odwieszać.

   W marcu obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Kobiet, kiedyś święto państwowe, z pewnością w sposób sztuczny i nawet karykaturalny obchodzone w czasach PRL-u. Ale uznawanie go przez niby poważnych ludzi za święto komunistyczne, to mniej więcej to samo, co posądzanie prałata Jankowskiego o umiłowanie Żydów i ubóstwa. Akurat z komunizmem to święto nie ma nic wspólnego! Zresztą pierwsze takie święto poświęcone specjalnie kobietom obchodzone było już w starożytnym imperium rzymskim, ale tam miało nieco inny sens.

    To współczesne zaś swoje korzenie ma w XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej, a raczej jej skutkach. Kobiety podejmowały masowo pracę zawodową, ale były dyskryminowane pod każdym względem. Znakomicie opisał to nasz Reymont w „Ziemi obiecanej”. Postanowiły więc walczyć o równouprawnienie w pracy, płacy i prawach. Można zatem przyjąć, że zorganizowane dążenia kobiet w tym względzie wyrosły z bardzo szeroko pojętego ruchu lewicowego, ale nigdy komunistycznego. Jeśli ktoś nie rozróżnia tych pojęć niechaj zamilknie,  weźmie się poważnie do nauki, albo idzie do roboty w IPN. Żeby było jeszcze ciekawiej, ruch zrodził się w najbardziej kapitalistycznym kraju, czyli w Stanach Zjednoczonych.

   Wszystko rozpoczęło się w 1857 roku od dużego strajku kobiet zatrudnionych w nowojorskiej przędzalni bawełny. Chodziło im o skrócenia dnia pracy i zrównanie płac. Z czasem doszło żądanie praw wyborczych. Ten ruch kobiecy w USA konsolidował się i w konsekwencji pierwsze świąteczne obchody zorganizowano 20 lutego 1908 roku. Była to wielka demonstracja, jak na tamte czasy.

   Skąd zatem wzięło się w Europie? Przywiozły go osobiście Amerykanki, a nie Marks z Leninem i Różą Luksemburg. Przywiozły jako ideę na II Kongres Socjalistek w Kopenhadze w 1910 roku. Z pewnością taki Giertych o tym nie wie, ale ówcześni socjaliści wybrzydzali na ten pomysł niemiłosiernie. Jednak w tamtych czasach pozycja niemieckich socjalistów była bardzo mocna, a u nich z kolei babska część, to była potęga. A skoro niemiecka socjalistka Klara Zetkin – można powiedzieć baba z jajami - uparła się, to Międzynarodowy Dzień Kobiet został uchwalony i szlus. Już 19 marca następnego roku w Niemczech, Austrii, Danii i Szwecji w obchodach udział wzięło ponad milion nie tylko kobiet. A 19 marca wybrano nieprzypadkowo. W tym dniu wiarołomny król pruski w 1848 roku, przygwożdżony powstańczą groźbą, obiecał kobietom prawa wyborcze i te obietnice, niczym premier Tusk swoje, olał.

   Skąd z kolei wziął się dzień 8 marca? Też nie z pietruszki. Od daty rozpoczęcia rewolucji lutowej w Piotrogrodzie w 1917 roku. Właśnie w tym dniu krwawo stłumiono demonstrację kobiet pracujących w zakładach przemysłu tekstylnego, co później przerodziło się w rozruchy i nawet abdykację ostatniego cara. Jak na złość naszym historykom-chałupnikom, przeciwni tej demonstracji byli bolszewicy! Już od następnego roku dniem obchodów stał się 8 marca i tak jest do dziś. W naszym przykościelnym kraju przed wojną obchodów nie odnotowano. No, bo niby kto miał manifestować? Wasilewska i Zapolska przy wsparciu Dąbrowskiej? Taż armia Dulskich by ich nakryła moherami!

    W powojennej Polsce nadano obchodom Międzynarodowego Dnia Kobiet nadęty, koturnowy charakter. Ta oficjalna państwowo-zakładowa fasada, zaklęta w czerwony goździk i rajstopy, miała i drugą, niezwykle ludzką i ciepłą warstwę. Odświętnie strojne panie znosiły upichcone wcześniej smakołyki, niezwykle przymilni w tym dniu panowie taszczyli przedkartkowe lub już kartkowe dodatki i niskonakładowa impreza integracyjna rozwijała się niczym goździk w rajstopach. Często finalne integrowanie odbywało się już w przybytkach niezapomnianej państwowej gastronomii. A że czasem komuś zaszkodził nieświeży śledź? To zupełnie inna bajka.

    I cóż to wszystko mogło mieć wspólnego z komunizmem? Historycznie, praktycznie i obyczajowo tyle, ile białostocki Kononowicz ze światowym blichtrem. Pomimo to, z ogromną powagą i komunistycznym obrzydzeniem, już w 1993 roku demokratycznie zniesiono centralne obchody tego święta. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ostatecznie z zestawu świąt państwowych wywaliła Międzynarodowy Dzień Kobiet premier Hanna Suchocka, formalnie kobieta. Niektórzy jednak twierdzą, że z tą kobiecością u niej, to jakoś nieszczególnie. Wszelkich obchodów, w odróżnieniu od wolnego świata, zaprzestano. Na jakiś czas.

    Spacerując po Rzeszowie 8 marca ad. 2010, ze zdumienia przecierałem oczy. Do głowy nigdy by mi nie przyszło, że w moim mieście mieszka aż tylu komunistów płci męskiej. Stali grzecznie przed kwiaciarniami w wielokrotnie zakręconych kolejkach, jak w czasach PRL-owskich za pomarańczami przed świętami, albo wigilijnym karpiem. Niektórzy nawet z rozbawieniem kupowali czerwone goździki. Dobiła mnie jednak telewizja. Za pierwszego komunistę na ekranie robił osobiście prezydent Kaczyński! Jednym naręczem kwiecia obdarował red. Wilman, a z jeszcze większym w objęciach i uśmiechem nr pięć życzył wszystkim paniom czego trzeba! Nic nie mówił o pobożnej Suchockiej. Koniec świata!

Roman Małek

Brak komentarzy: