piątek, 24 kwietnia 2009

Ale nam dają!

   Amerykanie mają swoją wizję uszczęśliwiania świata, który dzielą na my i ta gorsza reszta. Tworzą modę jedzenia takiego paskudztwa, jak: hamburgery, hot dogi, fast foody i picia płynu do odkręcania zapieczonych śrub czyli coca coli. Światu dają kryzys i policyjny dozór, Afganistanowi i Irakowi swoją okupację, Europie dobre rady i walentynki, Rosji ciumaski, Chinom olimpiadę, Ameryce Płd. po demokracji, a Polsce złom militarny. No i nasze chłopaki bawiące się w Indian, cieszą się jak Franuś, który dostał od wuja korkowiec, chociaż był bez nabojów. Wpierw dostaliśmy pamiętający konflikt kubański i Chruszczowa okręt wojenny, który taniej było wysłać do Polski, aniżeli ciąć na żyletki. W dodatku jeszcze zarobili na serwisie i kazali doholować go do Zatoki Perskiej, gdzie na nasz koszt robił za amerykański lazaret i latrynę, gdyż do niczego innego nie nadawał się. Ale tuż przed prima aprilisowym jajcarstwem Wielki Brat zza wielkiej kałuży odpalił nam gratis aż pięć zabytków i to latających. Pierwszego na lotnisku w Powidzu witała armijna wierchowina, entuzjazm reprezentantów narodu i orkiestra wojskowa. Jedynie aura poznała się na tym geszefcie i rzęsiście zapłakała z niebios. Jedni mówią, że z rozpaczy, a inni, że ze śmiechu. Nie, nie są to bynajmniej pionierskie konstrukcje braci Wright. To latające za Ho Szi Mina nad Wietnamem samoloty transportowe herkules, które do tej pory jeszcze nie rąbnęły o ziemię! Przed wysłaniem do nas załatali dziury i pomalowali. Lecz powstał od razu polski problem prawny. Takimi zabytkami nasza zwycięska armia może latać za granicę, jeśli po pierwsze toto uda się poderwać z ziemi, a po drugie uzyska się zgodę na lot od  konserwatora zabytków. Procedura zatem jest prosta. Miesiąc przed odlotem herkulesa, powiedzmy z kalesonami i kapustą dla naszych wojaków w Afganistanie na pokładzie, dowódca od wojskowego latania występuje do konserwatora zabytków o zezwolenie na lot. Jeśli takowy konserwator uzna, że samolot doleci tam i z powrotem - zezwoli. Natomiast jeśli uzna, że nie doleci i może dojść do utraty zabytku - nie zezwoli. Jakież to genialne! W wyniku mądrości naszych konserwatorów od dziewictwa narodowego nie będzie katastrof herkulesowych! A strzelanie do takiego zabytku też żadnej chwały przeciwnikowi nie przysporzy. Da mu natomiast niepowtarzalną możliwość podziwiania w locie czegoś, co nie powinno w ogóle latać. A w Polsce lata! Ale tacy talibowie, dla przykładu, za nic mający walory historycznych pamiątek, jeszcze zaczną do naszych zabytków strzelać i co wtedy? A no, stracimy te kalesony, kapustę i bezcenne zabytki, zaś przy okazji potwierdzi się porzekadło starożytnych, że i Herkules d… kiedy ludzi kupa. Niczego jeszcze nie dali wielcy sojusznicy, oprócz możliwości bohaterskiego lania krwi za Amerykę w ich wojnach, naszym wojskom lądowym. Proponuję rozglądnąć się nieco po Ameryce. Może gdzieś w pokrzywach leżą u nich armaty z wojny secesyjnej. Wystarczy otrzepać je z robactwa, ochlapać ze szlaucha wodą i można słać do Polski. Radość będzie ogromna. Większa niż te armaty!

Bieda białej myszy.

Skoro już jestem przy zabytkach, to warto pociągnąć ten wątek. Natchniona myśl marszałka województwa o wpisaniu na listę priorytetów unijnych rozbudowy rzeszowskiego zespołu klasztornego oo. bernardynów z budową ogrodów obok oraz centrum religijno-kulturowego, na darowanym przez miasto w 2006 roku parkingu, zaczyna się materializować. Udział własny ojczulkom zafundował bogobojny i ofiarny magistrat za obiecywane gruszki na wierzbie i Bóg zapłać. Ale prawdziwego czadu klerykalnego dał Urząd Marszałkowski przy podziale środków na cele kulturalne. To, że poważne imprezy przewidzieli wesprzeć jałmużną złożoną z drobniaków, wynika z klerykalnych preferencji. Musieli przyoszczędzić na sfinansowanie renowacji zabytków. Jednak przyznali środki wyłącznie na 154 kościoły i klasztory oraz jedną cerkiew. W tym, oczywiście także dla oo. bernardynów. Ani jeden wniosek dotyczący obiektu świeckiego nie zasłużył nawet na kupno rolki papy do załatania dziur w dachu. Uzasadnienia lepiej nie przytaczać. Stwierdzenie, że fundusze kościelne są tak ubożuchne, że na nic nie pozwalają, a bogate samorządy same sobie poradzą, jest tego kwintesencją. Przedstawiciel zarządu mówił to w dodatku bardzo poważnie i był całkowicie trzeźwy. Amen!

Roman Małek 

Brak komentarzy: