piątek, 24 kwietnia 2009

Marszałek z o.o.

   Bogobojny elektorat naszego województwa zafundował sobie ponad 2 lata temu prawy i sprawiedliwy sejmik wojewódzki i w konsekwencji takiż urząd marszałkowski. Podobnie było w kilku innych sejmikach, ale tam już ten problem został rozwiązany. Rządzą inni. Jedynie Podkarpacie zachowało sobie taki polityczny skansen w postaci urzędu marszałkowskiego. Z trudem ten urząd zdąża z niektórymi kwitami, co znacznie ogranicza nasze możliwości nie tylko unijne. Marszałek zaś zamiast biegania gdzie trzeba z potrzebami województwa i gałązką oliwną, biegał z oliwą do lania w ogniska zapalne. Z dużym talentem obnosił się ze swoimi służebnymi zaletami i krystalicznie czystymi intencjami wypranymi z jakichkolwiek politycznych i interesownych podtekstów. Wprawdzie nikt w to specjalnie nie wierzył, nawet partyjna kamaryla, ale interes kręcił się bez większych zakłóceń, potęgując samouwielbienie marszałka. Nawet chybione próby detronizacji przyjmował z wyrozumiałą wyniosłością i pobłażliwym lekceważeniem. Rozdymał swój biurokratyczny aparat do rozmiarów nieprzyzwoitych do tego stopnia, że jeszcze niezasiedlona, projektowana przez poprzednika,  nowa siedziba urzędu jest już za ciasna i urzędnicy chyba będą musieli urzędować przy piętrowych biurkach.

   Wszystkich prawych i sprawiedliwych w potrzebie potraktowano z miłosierdziem marksistowsko-chrześcijańskim, czyli obdarzono przyzwoitymi stołkami. Jeśli ich nie stało, od czego inwencja twórcza? Powstały nowe! W sumie coś z trzysta nowych stołków. Ale nie spotkałem nikogo, kto poza marszałkiem dostrzegł poprawę w urzędniczej sprawności. Tę personalną karuzelę jeszcze należało jakoś przepchnąć przez wymagane procedury konkursowe. I w to świetnie prosperujące towarzystwo w marcu brutalnie wtrąciła się policja, aresztując parę marszałkowskich urzędników pierwowo czinownikowo sorta, i na dzień dobry zarzuciła im paskudny korupcyjny garb. Później przesłuchano następnych z marszałkiem na czele. Niektórym postawiono także zarzuty. Marszałek stwierdził jednak, że całe te zarzuty to tańcujące michałki nadęte przez niekumatych policjantów. Fakt, antykorupcjoniści Kamińskiego żadnego smrodu nie wyczuli chociaż węch korupcyjny powinni mieć wyjątkowo wyczulony. Ale żeby policjanci aż tak chcieli się wygłupiać? Niewiarygodne! Najbardziej ucieszne było jednak stwierdzenie marszałka, że nie poczuwa się za ten stan do żadnej odpowiedzialności. Mamy zatem do czynienia z marszałkiem z ograniczoną odpowiedzialnością, albo, jak kto woli, z ograniczoną nieodpowiedzialnością. Zupełnie inaczej jest u Kaśki zza rzeki. Jeśli jej kozy wyrządzą szkodę w burakach Wojtka, to bez ociągania się za wyrządzoną szkodę buli osobiście Kaśka, a nie jej kozy, które z kolei za taki despekt oberwą od Kaśki wychowawczo lagą i zostaną uwiązane na łańcuchu. No, ale ani Kaśka, ani jej kozy nie należą do prawych i sprawiedliwych. Nie podlegają z tej przyczyny wyśrubowanym standardom etycznym obowiązującym w urzędzie. Dlatego marszałek dziarsko tkwi na swym stolcu niczym ten ułan na historycznej widecie, pomimo że siodło go w coś tam gniecie.

   Ażeby było jeszcze weselej, zarzuty postawiono od personam najbliższym współpracownikom marszałka, można rzec urzędnikom najwyższego marszałkowskiego zaufania, czyli pierwszym skrzypcom w jego orkiestrze. Chociaż z drugiej strony po cholerę skrzypce w orkiestrze dętej? Wystarczą dudy, trąba i bęben. Jeden najważniejszy orkiestrant ma nawet solidne przygotowanie policyjne, niezwykle przydatne, ale nie w urzędniczych procedurach. Nie wiem tylko, dlaczego niektórzy jego byli podwładni obdarzyli go epickim określeniem „Wódz Złamana Pała”. Widocznie w uznaniu tropicielskich dokonań w łowach na bizony, albo w innych podchodach. Marszałek, podziwiając urzędnicze talenty swoich podejrzanych, zlecił im odpowiedzialną fuchę kierowania ruchem biurek w nowym obiekcie. I słusznie! Przecież mogłoby dojść na źle kierowanym ciągu komunikacyjnym do czołowego zderzenia biurka marszałka z biurkiem sekretarki i w konsekwencji do biurkowego skandalu z  molestowaniem. Co by jednak o marszałku nie mówić, ale w umundurowaniu kopacza balona prezentuje się znakomicie. A te podskoki! Poezja! Chociaż w tym na zdjęciu w balon akurat głową nie trafił. Albo głowa za mała, albo balon jakiś jajowaty.

Roman Małek 

Brak komentarzy: