niedziela, 16 sierpnia 2009

Co Zostało Z Sierpnia 1980 ?

Zbliża się rocznica podpisania w Gdańsku tak zwanych porozumień sierpniowych. Długotrwały strajk i sformułowanie 17 sierpnia 21 postulatów doprowadziły do dwustronnych rozmów. Stosunkowo szybko doszło do precyzyjnych porozumień w sferze socjalnej i ekonomicznej. O wiele trudniej negocjowano kwestie polityczne, zwłaszcza legalizację „Solidarności”. W końcu sierpnia porozumienie zostało podpisane półmetrowym długopisem, przy Matce Boskiej w klapie Lecha Wałęsy. Mija dziewiętnaście lat od tego wydarzenia. Z pewnością nastąpi prześcigiwanie się w formułowaniu dętych opinii wygłaszanych na klęczkach przed ołtarzami Wałęsy i „Solidarności”. Na pewno wszystko skupi się na sprawach politycznych, z całkowitym pominięciem sfery socjalnej i ekonomicznej.

Pierwsze pięć postulatów rząd Jaruzelskiego zrealizował. Chodziło o: rejestrację wolnych związków zawodowych, zagwarantowanie prawa do strajku, wolność słowa i dostęp do środków masowego przekazu (któż pamięta jeszcze takie określenie?), prawa dla represjonowanych i uwolnienie więźniów politycznych, podanie do publicznej wiadomości faktu utworzenia Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i jego żądań. O tych realnie wywalczonych wówczas kwestiach będzie we wszystkich środkach obecnego musowego przykazu, nie tylko do znudzenia. Z pewnością słusznie, ponieważ było to zdarzenie, które przekraczało nawet mało realistyczne marzenia w ówczesnych uwarunkowaniach międzynarodowych. Niemożliwe stało się realne.

Nie sądzę jednakże, aby ktokolwiek zechciał sięgnąć pamięcią do treści pozostałych postulatów, które rząd Jaruzelskiego traktował poważnie, ale notoryczna destabilizacja gospodarcza ze strony strajkujących i dynamika żądań roszczeniowych, możliwości takie świadomie minimalizowała. Dochodziło już do paradoksów. Był strajk na kominie, pobicia niechcących strajkować, zamurowanie drzwi wejściowych do budynku administracyjnego, a nawet strajk przeciwko strajkowi. Euforia destrukcji. Spróbujmy zatem te pozostałe postulaty przyłożyć do obecnych realiów. Przecież po transformacji władzę przejęli ci, którzy bądź porozumienie podpisywali, bądź byli współtwórcami treści tegoż porozumienia (chociażby Wałęsa, Stelmachowski, Mazowiecki, Geremek, czy Borusewicz), a zatem powinni poczuwać się do obowiązku ich spełnienia w warunkach posiadanej władzy realnej. Cóż zmieniło się? Jedynie strona porozumienia. Kiedyś żądali w imieniu związku zawodowego, później powinni realizować w imieniu rządu. Ciągłość władzy i jej zobowiązań nie podlega bowiem amnestii.

Punkt szósty sierpniowego porozumienia w tym roku brzmi nawet humorystycznie. Mówił on o wyprowadzeniu kraju z kryzysu i umożliwieniu wszystkim dyskusji na ten temat. Jak ta dyskusja wówczas wyglądała? Lepiej nie mówić! Postulowano stworzenie perspektyw dla rozwoju gospodarstwa chłopskiego jako podstawy polskiego rolnictwa, dostępności chłopów do środków produkcji i ziemi. Jak to wyglądało po transformacji również lepiej nie mówić. Roztrwoniono wszystko, co było związane ze społecznymi formami rolnictwa, nie licząc się z nędzą setek tysięcy ludzi. Co zostało z gospodarstwa chłopskiego, wystarczy przejechać się chociażby w stronę Głogowa. Nic nie opłaca się, alimowskie plantacje trzeba było zaorać, albo ugorować. Gdyby nie unijna pomoc dla wsi – pewnie trzeba by stawiać kosy na sztorc. A sam kryzys kwitnie i ma się odwrotnie proporcjonalnie do samozadowolenia postsolidarnościowej władzy. A wódz „Solidarności” obiecywał każdemu po 100 mln i obniżkę cen o 100 procent.

Następne żądanie rząd Jaruzelskiego zrealizował, gdyż wypłacono wszystkim strajkującym wynagrodzenie jak za urlop. Kolejne o podniesienie każdemu zatrudnionemu wynagrodzenia zasadniczego o 2 tysiące, ze względu na równość żołądkową, częściowo także zrealizowano w formie tak zwanej wałęsówki. Czyli produkcji nie było, a pieniądze wypłynęły. Co to spowodowało z rynkiem opartym o równowagę pieniężno-towarową każdy widział. Nie wiem dlaczego rządy po 1990 roku uznają, że taka praktyka jest niedopuszczalna? A wtedy była?

Wesoły z dzisiejszej perspektywy jest postulat 9, który miał gwarantować wzrost płac rekompensujący wzrost cen. Niby demokratyczne rządy nie tylko ignorują taki zapis. Jeszcze odbierają to, co wcześniej przysługiwało ludziom. Ograbia się systematycznie zwłaszcza emerytów i rencistów z ulg na leki, podstaw naliczania waloryzacji itp. Poprzez wzrost akcyzy oraz idiotyzmy strukturalne dopuszcza się do wzrostu kosztów utrzymania bez jakichkolwiek obiekcji socjalnych.

W punkcie 10 zawarto żądanie, które akurat w pełni jest realizowane. Chodziło o pełne zaopatrzenie rynku. Wówczas rynek został zdezorganizowany spadkiem produkcji i nieuzasadnionym ekonomicznie wypływem pieniędzy. Obecnie poprzez manipulacje kursem złotego skutecznie zniechęca się ekonomicznie do rodzimego eksportu, a zachęca do importu. Bardziej opłaca się. Pytanie, tylko komu? Z pewnością nie naszym producentom.

Jedenasty punkt obligował do zniesienia cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy. Obecnie nie ma cen niekomercyjnych, poza nielicznymi cenami regulowanymi. A kantory mamy na każdym rogu. I słusznie, ponieważ rodacy zostali zmuszeni do szukania pracy poza granicami kraju, w którym miało być – „jeśli z nami pójdziecie szynkę z bułką jeść będziecie”.

W punkcie 12. żądano wprowadzenia zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej. Nawet średnio wyszkolony szeregowiec Kutaśko wie, że takiej nomenklatury, jaka pojawiła się za rządów postsolidarnościowych żaden PRL nawet przed 1956 rokiem nie widział. Nomenklatura sięga nawet sprzątaczki, że o zwykłym referencie nie wspomnę. Wystarczy spojrzeć na wysoko kwalifikowane kadry wszechpolskie w telewizji publicznej niejakiego neonazisty Farfała. Najwyższe kwalifikacje zadymiarskie. Z tym, że zupełnie nieprzydatne w telewizji, za przeproszeniem, publicznej.

Jeśli ktoś ma wątpliwości kto w Polsce wprowadził kartki na mięso niechaj przeczyta treść postulatu 13. Nic dodać, nic ująć! Natomiast statystyki wykazują, że w czasach kartkowych rodacy jedli więcej mięsa, aniżeli w obecnych czasach dostatku. Ale wówczas każdego było na to stać!

Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego w sierpniu 1980 możliwe było obniżenie wieku emerytalnego kobiet do 50 lat, a mężczyzn do 55, zaś obecnie taki postulat jest absurdem i każdy kto go wysuwa nie zna się na ekonomii i jest wrogiem zdrowego ekonomicznie państwa? Przecież te siły, które takie żądanie formułowały w punkcie 14, obecnie rządzą.

No i doszliśmy do najbardziej rozbudowanego postulatu 16. w sprawie „uzdrowienia” służby zdrowia. Wówczas była to jeszcze służba. Zawarto tu troskę o zapewnienie pełnej opieki medycznej ludziom pracy. Czegóż tam nie było! I uznanie schorzeń kręgosłupa stomatologów za chorobę zawodową, i przydzielanie dobrego opału, i bezpłatne leki, i talony żywnościowe dla obłożnie chorych, i zapewnienie czystego środowiska naturalnego, i budowanie więcej przychodni i żłobków, i mieszkania dla samotnych pielęgniarek, i 7-godzinny dzień pracy itp. Do transformacji wszystko jako tako funkcjonowało. Później nastąpiła reforma Buzka i wszystko zaczęło się walić. I stacza się po równi pochyłej systematycznie. W konsekwencji warunki bytowe w szpitalach są gorsze od tych w więzieniach, kolejki do zabiegów i specjalistów wydłużają się, leki drożeją, fundusz coraz mniej ich rekompensuje, a rencista musi dokonywać wyboru – żywność czy leki. Przychodni nikt nie buduje, a część istniejących w całości, albo części dzierżawi się, żłobki w dużej części polikwidowano. Obecnie, aby chorować trzeba mieć zdrowie i pieniądze. Dobrze i coraz lepiej ma się biurokracja NFZ, która najlepiej wie ilu ludzi ma zachorować na konkretną chorobę, na konkretnym obszarze. Jeśli biurokracja jest w błędzie, to nie jej wina lecz chorujących, bo chorują niezgodnie z ich planem. Co to ma wspólnego z uzdrawianiem systemu ochrony zdrowia?

Postulat 18 zawierał zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach. Tu stan obecny zakrawa na kpinę. W czasach demokratycznej władzy nic tu nie przybyło tylko sporo ubyło, gdyż uznano, że dopłacanie do takich placówek jest bezsensowne. Aż dziw bierze, że za PRL-u było sensowne i potrzebne. W kolejnym zaś punkcie żądano wprowadzenia 3-letniego płatnego urlopu macierzyńskiego. Strona rządowa zobowiązała się do sukcesywnego wprowadzania go w życie. Zaczęła od wydłużenia wcześniejszego okresu tego urlopu. Następcy nawet nie zająknęli się na ten temat.

Bardzo dobry jest postulat 19. Mówi on o skróceniu czasu oczekiwania na mieszkanie. Aktualnie problem nie istnieje, ponieważ rządu nie interesuje problem mieszkaniowy obywateli. Wolny rynek! Coś tam mówili o preferencjach kredytowych, ale banki i tak wiedzą swoje, a te deklaracje traktują w taki sposób, na jaki zasługują. W punkcie 20 chodziło o podniesienie diet i tamten rząd je podniósł.

Ostatni postulat dotyczył wprowadzenia wszystkich wolnych sobót. Złośliwi mówili wówczas, że chodzi o wprowadzenie drugiego oprócz niedzieli dnia świętego w tygodniu, czyli szabasu. Tamta władza to wprowadziła bez uszczerbku w płacach. Obecnie niektóre firmy wprowadzają pięcio-, a nawet czterodniowy tydzień pracy, ale przy proporcjonalnym obniżeniu zarobków. Jakoś dziwnie nikt z tego nie cieszy się. Te kryzysowe zmniejszenia czasu pracy w żaden sposób nie dotyczą całej biurokracji, która nie dosypia, nie dojada tylko haruje dla dobra… właśnie, czyjego? Ukłony dla pana Parkinsona.

Roman Małek

Brak komentarzy: