niedziela, 16 sierpnia 2009

Tyłem Do Przodu

Skoro wszelka władza przedstawicielska pojechała smakować ogórki, a tylko władza wykonawcza w upalnym pocie czoła tyra dla osiągnięcia powszechnej szczęśliwości narodowej, pora powspominać niektóre wcześniejsze heroiczne wysiłki naszych wybrańców. Czy to w Parlamencie Europejskim, czy w naszym Sejmie lub Senacie, a nawet w mieście podejmują oni znojny trud intelektualny i w naszym interesie proponują, interpelują, żądają, a nawet się wygłupiają. Ale ruch w politycznym interesie trwa.

Nie tak dawno medialna, gadająca gęba PiS, niejaki poseł Hofman obwieścił publicznie i po trzeźwemu, że Powstanie Warszawskie trwało 20 dni. Nauczyciel historii Hofmana powinien oddać pieniądze, albo honorowo palnąć sobie w łeb. Bo przecież o nieuctwo w żaden sposób prawego i sprawiedliwego posła posądzić nie da się.

Posłowie wykazali niezwykłą przenikliwość i wymyślili konieczność ustawowego uregulowania dwóch kwestii. Zbiorowym wysiłkiem zamierzają rozszerzyć zasięg oddziaływania Kodeksu Drogowego również na tereny, które drogami nie są, czyli nawet na prywatne podwórko i własną łąkę. Jeśli zatem Wojtek spod lasu pojedzie hamując pietą własnym rowerem bez dzwonka i hamulca, własną miedzą, na własną łąkę, po własne krowy i w dodatku w drodze powrotnej wyprzedzi nieprzepisowo krowę z prawej strony, to może w sumie załapać się na kilkaset złotych mandatu i utratę połowy punktów. Ba, a gdyby był jeszcze po paru piwach, paka murowana. I kto wówczas krowy wydoi? Posłowie czy policja? A poza tym wypada również dostosować do realiów nazwę tego kodeksu, w której powinna być i łąka, i pastwisko, i podwórko, a może nawet i ta krowa. Również senator Rulewski miał wytrysk legislacyjnego geniuszu. Otóż zaproponował obłożenie dodatkowym podatkiem coca coli i pepsi coli, jako produktów niezdrowych, a z uzyskanych wpływów dofinansowywać zdrowe mleko. Że to paskudztwo do odkręcania zapieczonych śrub jest do niczego, zgoda. Ale od razu poniewierać go podatkami? To już lepiej za chałom opodatkować niezdrowy boczek z salcesonem i dofinansować zdrową marchewkę, a z podatków od golonki dofinansować szpinak i tran. Smacznego, panie Rulewski!

Również interpelacje świadczą o pogłębionej trosce parlamentarzystów o wszystko. Grupowo interpelowali o zbadanie sytuacji osób jąkających się. A dlaczego nie łysych i rudych? Z kolei Materna (PiS) koniecznie chce wiedzieć od ministra infrastruktury jakie warunki muszą spełniać przydrożne reklamy świetlne, aby zagrażały kierowcom? Prawda, ma facet zmartwienia. Wojnarowski (PO) namawia premiera do zniesienia zakazu fotografowania eksponatów w niektórych muzeach. Znawca sztuki pełną gębą. Ferdek Kiepski przy nim wysiada. Poseł Chmielowiec (PiS) chce ustawowo zakazać korzystania z solarium młodzieży do 18 lat. Biedactwo zapatrzyło się na tę Amerykę i myśli, że w Polsce też tak trzeba. W jednym ze stanów obowiązuje zakaz bicia żon w godzinach nocnych, a w innym zakaz szczekania psów od godz. 18 do 6 rano. I co? Nie biją żon, a psy nie szczekają? Mucha (PO) protestuje przeciwko importowi skór foczych i robi wykład o męczarniach tych zwierząt. Ale okazało się, że takich skór nikt nie sprowadza. No i co z tego? Pogadać nie wolno? Matwiejuk (SLD) interpelował w sprawie nasilających się ataków na naszych żołnierzy w Afganistanie. Słusznie! Co za bezczelność! Nasi przecież nie przyjechali na amerykańską wojnę, tylko na majówkę, a tamci do nich strzelają.

Najbardziej koszmarny obraz tragedii narodowej obmalował poseł Mularczyk (PiS). Otóż stwierdził, że w tajemniczych okolicznościach masowo giną polskie rodziny pszczele. Przyczyny tego ginięcia należy bezwzględnie wyjaśnić. Proponuję wydać w tej kwestii stosowne rozkazy ABW, może coś wytropią. Chociaż niewykluczone, że ktoś te pszczoły mógł przekupić lepszymi ulami, albo większymi porcjami cukru na zimę. Jeśli tak, to podpada pod antykorupcjonistów Kamińskiego. Panie Mularczyk, wystarczy zapytać średnio wtajemniczonego pszczelarza i on by precyzyjnie wyjaśnił, że nie ma tu żadnej tajemnicy, tylko naturalna konsekwencja.

Ostatnio wakacyjnie dał popalić nasz europoseł Nitras. Po niemieckiej autostradzie pojeździł sobie tyłem do przodu i nic nie zabulił, bo wykpił się dyplomatycznym glejtem. I on właśnie pokazał klasę polskich wybrańców, którzy ciągle kombinuję, którędy do przodu, żeby tyłem wyszło.

Roman Małek

Brak komentarzy: