Sądziłem jeszcze niedawno, że do sprawy darowizny parkingu i Pomnika Walk Rewolucyjnych oo. bernardynom nie będę miał okazji szybko powrócić. Wszystko zostało tak zgrabnie pozamiatane, że należało tylko czekać na materializację ogrodowych cudowności tworzonych za unijne grosiwo na chwałę bożą i ku zdrowotno-estetycznemu pokrzepieniu tubylców i tambylców. Ale skoro okazało się, że właściciele darowanego parkingu i pomnika wycofują się z unijnego finansowania całego przedsięwzięcia budowy wiszących ogrodów Semiramidy z miejscem pielgrzymkowej zadumy oraz rozbudowy drugiego wirydarza, nie mam wyjścia. Pytania same narzucają się.
Może nieco historii parkingowej. Tuż przed ostatnimi wyborami samorządowymi, czyli równe trzy lata temu, pojawił się projekt uchwały o sprzedaży oo. bernardynom za przysłowiową czapkę gruszek parkingu obok Urzędu Wojewódzkiego. Dla wszystkich było oczywiste, że jest to inauguracja kampanii wyborczej. Ale ówcześni radni Janusz Ramski, Robert Kultys, Ryszard Piekło, Elżbieta Dzierżak wytoczyli zupełnie inne działa dla poparcia projektu. Myślałem, że Kultys popłacze się nad dolą braciszków ograbionych do cna przez paskudną komunę, a Ramski pójdzie z siekierą bronić bezczeszczonego miejsca mordu dokonanego przez Niemców na Polakach. Mało tego! Snuli oni upojną wizję rajskiej oazy spokoju w najbardziej zasmrodzonym miejscu miasta. Wszelkie racjonalne uwagi były traktowane jako niegodziwość pogrobowców komuny. A przecież nikt klasztorowi terenu nie zagarnął tylko na korzystnych warunkach wykupił i nie dlatego, aby braciszków pognębić, a dlatego, że wymagały tego względy urbanistyczne. Nikt nie bezcześcił tego miejsca mordu, bo jeśli tymi kategoriami rozumować, to w mieście niewiele jest miejsc, gdzie na przestrzeni wieków nie dochodziło do ludzkich tragedii. Przecież przy kościele farnym kiedyś istniał cmentarz, a teraz stoją taksówki. Natomiast dlaczego pan Ramski do tej pory nie wybudował jeszcze pomnika ku czci pomordowanych? Oto jest pytanie! Ale w lipcu 2006 roku parking darowano wraz z pomnikiem. Tylko nielicznym orędownikom takiego rozwiązania pomogło to w wyborach. Większość z nich bohatersko poległa ku chwale ojczyzny. Ot niewdzięczny elektorat.
Później na parkingu nie działo się nic. Jedynie oo. bernardyni inkasowali od miasta kilkunastotysięczną należność za dzierżawę parkingu. W ubiegłym roku marszałek województwa doznał olśnienia, zapewne przez Ducha Świętego, i wpisał budowę ogrodów z pielgrzymkową zadumą oraz rozbudową klasztoru na listę unijnych priorytetów w województwie podkarpackim. Mało tego! Ten priorytet jakoś przepchnął gdzie trzeba. Ale klasztorowi potrzebny był wkład własny, którego nie miał. Ale od czego hojna władza miejska? Od skutecznego znalezienia stosownego rozwiązania. Uchwalono zapłacenie za dzierżawę własnego parkingu za trzy lata z góry. Można i tak. Znowu bowiem padały argumenty o rajskich walorach oazy zieleni, a nawet zaprezentowano radnym cudną wizję tego miejsca.
Gdy nie pozostawało nic innego jak tylko wziąć się raźnie do roboty, oo. bernardyni zmienili swoją koncepcję. Uznali, że niepotrzebne im ani unijne środki, a tym samym i miejska łaska w postaci opłaty za parking z trzyletnim awansem. Jeśli tak, to po co te wszystkie wcześniejsze przytupy i lansady? Jakie będą dalsze losy całego przedsięwzięcia? Dlaczego chcemy rezygnować z zaklepanego już programu? Pytania można mnożyć, ale racjonalnej odpowiedzi z pewnością nie będzie. A szkoda. Minęły trzy lata od darowania parkingu i wszystko jest nadal w punkcie wyjścia, czyli w sferze marzeń, domysłów i jakiejś mało przejrzystej gry.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz