Znowu talenty językowe rozbłysły niczym bujna fryzura na głowie Oleksego. Chociaż kilka perełek, świadczących o drzemiących w narodzie potencjałach twórczych, pojawiło się, jak najbardziej. Budujące jest zwłaszcza to, że po dłuższej przerwie wzięli się w tym względzie do roboty hierarchowie i kabareciarze, a nie tylko politycy.
Ekumeniczny symbol – tak pismak telewizyjny Gugała określił Kaczora Donalda, któremu akurat stuknęło siedem i pół krzyżyka. Chodziło mu oczywiście o naszych bluzgających po sobie najwyższych władców. U tego sympatycznego złośliwca mamy w połowie prezydenta i w połowie premiera. Gdyby tak zechcieli funkcjonować na zasadzie dwa w jednym! Zjawisko tak nieprawdopodobne jak bezalkoholowa gorzała, bieda proboszcza i skromność Krzaklewskiego. Dlatego na wszelki wypadek niechaj jeżdżą oddzielnie, a ochrona niechaj chowa wszelkie siekiery i dzidy. Jeden zdołał w pacholęcym stanie ukraść Księżyc, a w wieku dojrzałym założyć PiS, jak twierdzą znawcy jest to skrót od podpieprzymy i Słońce. Drugi gustuje bardziej w uprawianiu balona kopanego, aniżeli rządu dobrego.
Hucpa – to według Jarosława I Sprawiedliwego paskudny i ohydny proceder, który uprawiają dziennikarze bełkocąc coś o konflikcie prezesa ze Zbigniewem Ziobrą, który rzekomo podgryza opokę, na której tkwi prezes. A przecież każdy widzi trwającą w tym stadle sielankę okraszaną czułymi ciumaskami. Przecież prezes swojego ministra tak przynajmniej lubi jak Piotr Rubik pieluchy. A to, że Ziobro opieprzył organizatorów kampanii PiS w wyborach do europarlamentu za co w rewanżu prezes kazał mu się uczyć pilnie przez całe ranki, to najzwyklejsze przywidzenia i efekt dojenia palca. Co też te pismaki nie potrafią poprzekręcać. Nawet to, co jest tak politycznie proste jak gołębie serce Ziobry i miłosierdzie prezesa.
Świńskie zady – obrzydliwa zagrywka zrealizowana przez PO na finiszu kampanii wyborczej. Na tle dorodnych świńskich zadów z zakręconymi ogonkami ulokowali oni napis, że PiS akurat w tym miejscu ma politykę rolną. Niewiarygodne! Prezes proprezydencki wyliczył, że bilbord pojawił się wówczas, gdy jego partia nie miała szans odgryźć się. Dlatego pociągnęło to utratę pół procenta elektoratu. Biedne te nasze świnie. Zdecydowanie biedniejsze od elektoratu. Albo politycy fundują im świńską górkę, świński dołek, albo jakieś farmaceutyczne lobby świńską grypę. A do tego jeszcze wmawia im się świński politycznie charakter. To już lepiej upić się jak świnia i te całe idiotyzmy przeżyć w pijanym widzie.
Uchachany – stan taki dostrzegli kabareciarze u naszego boskiego premiera. Najprawdopodobniej źródłosłów tego neologizmu należy upatrywać w zawołaniu – u cha, cha! Trudno, u cha cha. Ale i trudno dziwić się kabareciarzom, skoro premier nawet wówczas gdy kłamie, że kryzysu nie ma, to śmieje się jakby robił oko. Uchachany prowadzi posiedzenia Rady Ministrów i rozmowy w Brukseli, a nawet gospodarsko lustruje powodzian, czy kopie szmaciankę. Zachachany kraj, zachachany rząd, zachachany kryzys. Jedynie dola przeciętnego Kowalskiego jakby z innej bajki. Dziwnie nie chce mu się chachać i coraz częściej poważnieje. A może znowu wszystkiemu winni masoni i cykliści?
Uobecniona – taka forma jest efektem uduchowionej twórczości naszego metropolity przemyskiego Michalika. W czasie pobytu w stolicy dali mu wygadać się i wówczas objawił światu prawdę jeszcze dotychczas nieobjawioną, że Maryja jest uobecniona wśród nas. Korzystając z podpowiedzi można te twórczość rozwijać. Przecież równie dobrze może ktoś być unieżywiony, uniechytrzony. A jaka powinna być forma przecząca? Oczywiście – unieobecniona! Szczęść Boże.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz