Na przedwyborcze parcie na rzeszowski ratusz cierpi każde, nawet egzotyczne ugrupowanie, a co dopiero prawi i sprawiedliwi, których ponoć w Rzeszowie co niemiara. Aby taki zamysł zrealizować i zasiąść jesienią w prezydenckim fotelu, wpierw trzeba wygrać z Ferencem, gdyż wcześniejsze próby umoczenia go przez CBA i nie tylko, zdały się psu na budę. Trwa zatem gorączkowe poszukiwanie stosownego kandydata. Popasająca niedawno w naszym mieście posłanka Gęsicka zdefiniowała go precyzyjnie. I tu prawdziwa bomba! Nawet mało uważny czytelnik owej definicji musi stwierdzić, że PiS po prostu szuka Tadeusza Ferenca, chociaż jeszcze o tym nie wie. Skoro wiadomo, że nie da się go sklonować na podobieństwo prezesa Kaczyńskiego, ani tym bardziej posła Szlachty, a nawet byłego europosła Janowskiego, to może lepiej od razu zapisać ich do prezydenckiego ugrupowania Rozwój Rzeszowa? Wówczas mogą mieć jakieś szanse.
piątek, 26 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz