czwartek, 13 listopada 2008

Bolączka na kryzys

Hitem minionego miesiąca była polityczna piaskownica, w której bawiło się dwóch bobasów, nadymających się co niemiara. To musiało podbić bębenek politycznego teatru i podbiło. Chichrali się z nas nawet na Białorusi i Wyspach Owczych. I o to zapewne chodziło. Przecież nie może być tak, że za granicą z Polaków znają tylko Jana Pawła II i Wałęsę.

Bolączka na kryzys – coś temu Brudzińskiemu króliki na strychu za bardzo się kochają. Nasłuchałem się już różnych wytworów utalentowanych lingwistycznie rodaków ale na to jeszcze żaden nie wpadł. Według Brudzińskiego na kryzys najlepsza jest bolączka! To na chorobę najlepsza musi być niemoc. Taką logiką posługując się można wiele spraw skutecznie załatwić. Jeśli na przykład okaże się, że z tarczy antyrakietowej wyjdą nici zawsze można u Ruskich kupić drut kolczasty na zasieki. Gdy ten Brudziński coś powie, to same refleksje, żadnej prozy. Najlepiej w kryzys kropnąć bolączką, albo Brudzińskim. Będzie po kryzysie.

Kórnik – miejsce starcia dwóch kogutów, czyli unijne zbiegowisko w Brukseli. Po wcześniejszej przepychance przy otwartej kurtynie i zabawie w piaskownicy, w której było dużo wzajemnego boczenia się i odbierania lotniczych zabawek, musiało dojść do starcia o stołek. Przyprezydency ministrowie wisieli nieskutecznie u klamki unijnej, a prezydent nawet dwa razy wygrał wyścig do krzesła z premierowymi ministrami. Walka kogutów odbywała się ku nieopisanej uciesze całego unijnego kórnika. Było o nas głośno.

Łajza – tym poetyckim określeniem obdarzyli posła PO Sławomira Nitrasa prezydent i przewodniczący rady ze Świnoujścia. Wyraz prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego w Świnoujściu przystoi, jak najbardziej. Przecież nie musi oznaczać włóczęgi, ale może turystę, troglodytę albo nawet wagabundę. Rządzący miastem duet wykazał się niezwykłą finezją wzorowaną na polocie Liroya i uroku Szczypińskiej. A myśl ich ma głębię jak w kałuży. Chociaż z drugiej strony ten poseł znowu taką chodzącą układnością też nie jest. Gnojem umie rzucić.

Skundlenie polityki – specjalista sejmowy bardziej od kabaretowych wygłupów, aniżeli przypisywanego mu usprawniania ukochanej biurokracji państwowej, poseł Palikot tak właśnie określił zjawisko wypisywania głupot w usprawiedliwieniach posłów PiS dla uratowania jedynych trzystu złotych diety. Poseł Kurski potwierdził kompetencje Palikota w kwestii definiowania skundlenia, ale miał co innego na myśli. Jak to Kurski. A przecież kundel, i żyje dłużej, i jest bardziej człowiekowi przyjazny od pitbula, jak z kolei określają niektórzy posła Kurskiego. Przecież bardziej adekwatne byłoby spitbulenie zamiast skundlenia. Kundle wszystkich krajów łączcie się! Nie będzie pitbul pluł wam w twarz i kundlęta wam pitbulił!

Rada starców – spokojny z natury i zrównoważony wojewoda Mirosław Karapyta tak określił Urząd Marszałkowski. Chodziło mu prawdopodobnie o ciągłe wymądrzanie się i pouczanie przez ten urząd wszystkich, jak zwyciężać w zeszłej wojnie. Natomiast efektów solidnej i sprawnej roboty jakoś nie widać. Pomimo pojawienia się możliwości skorzystania z dodatkowych pieniędzy na określone zadania inwestycyjne w województwie, wymaganej dokumentacji tenże urząd nie zdołał opracować. A jeśli zdoła, to w ostatniej chwili. Ba, ale jak to ma zrobić skoro nie może się ta rada starszych naradzić sama z sobą? Krasnoludki tego nie zrobią. Wodzowie tej rady starszych wiodą spory, który z nich ważniejszy, a urzędnicy swoje sympatie rozkładają na harcowników mniej więcej po równo. A może przydałby się jakiś solidny leśniczy, który wywaliłby to towarzystwo z leśniczówki i ogłosił koniec wojny?

ul. Aleja Wyzwolenia 6 – taki adres przeczytałem na autobusie PKS w ogłoszeniu o jakichś usługach tej zacnej firmy. Z wrażenia oniemiałem. Taka konstrukcja wskazuje, że patronem ulicy jest jakiś Wyzwoleń o imieniu Alej. No bo przecież gdyby chodziło o zwykłą aleję, czyli szeroką ulicę w mieście, to nie byłoby skrótu ul. Zastanawiałem się zatem czym ten Alej Wyzwoleń zasłużył się dla miasta lub kraju, skoro dostał taką okazałą arterię. Nie wymyśliłem niczego. Widocznie był on bardzo zasłużony, ale tylko dla PKS. Należałoby o to zapytać naczalstwo tej firmy. Wydaje mi się, że wystarczyłyby tylko korepetycje z polskiego i z tym Alejem daliby sobie spokój.


Roman Małek

Brak komentarzy: