czwartek, 13 listopada 2008

Wojna o czysty balon

No i mamy kolejną odsłonę rozróby politycznej bez sensu, czyli załatwiania spraw po polsku. Tym razem nie poszło o żadną politykę zagraniczną, uszczęśliwianie Gruzinów, ani dołożenie Ruskim. Nie poszło nawet o ciągle aktualne i nieocenione kwity z IPN. Bez mrugnięcia okiem nasz niezbyt pracowity rząd, a zwłaszcza jego minister od fizkultury, ciągle czemuś wystraszony Drzewiecki, rąbnął komisarzem w parcianą konstrukcję władz rodzimego balona kopanego. Może ona i zmurszała, ale póki co mocno podparta. Powstała międzynarodowa wrzawa, w którą chciał zaangażować się sam prezydent ze swoimi talentami mediacyjnymi, niczym ten Kissinger jakiś. Nie słyszałem, aby znał się on cokolwiek na dyplomacji futbolowej, ale kto wie, może po konsultacji z kotem prezesa, dysponuje żelaznym przygotowaniem. Różni notable państwowi naopowiadali kupę różnych bredni, diagnoz i metod zaradczych. W konsekwencji trzeba było czym prędzej wycofywać się z tej awantury. Infantylne próby interpretacji ciągu zdarzeń i tłumaczenia jak należy rozumieć to, co jest proste jak futerał na cepy, tylko pogłębiały śmieszność rządowych poczynań. Nie zaliczam się do wielbicieli tego sportu, ale smród rozprzestrzeniający się od struktur PZPN i narastający rozwydrzony bandytyzm na stadionach musi budzić zdecydowany sprzeciw. Jeśli w Polsce nikt nie wie jak sobie z tym poradzić, zawsze można zapytać panią Margaret Tatscher. Ona znalazła skuteczne antidotum i skutecznie poskromiła kogo trzeba.







październik,
Roman Małek

Brak komentarzy: