Trzeci już z kolei rząd nie jest w stanie sformułować sensownego programu naprawczego dla naszych stoczni. Każdy widzi tylko możliwość dalszego marnowania naszych podatków, aby uzyskać święty spokój. I stało się! Unijna komisarz powiedziała i zawnioskowała to, co nasi powinni już dziesięć lat temu. I minister Grad i stoczniowcy i cała manifestacyjna logika obudziła się z ręką w nocniku. Można za Grekiem Zorbą rzec, katastrofa! Ale czy widziałeś kiedyś tak piękną katastrofę? W dodatku na własne życzenie, ta tworzona przez PRL potęga stoczniowa, popłynie kilem do góry. Tylko dlatego, że nie było chętnego do poważnych i konsekwentnych rozmów ze stoczniowcami, bez kołysania kolebki i tłumnego porykiwania.
Nie wiem dlaczego, ale od czasów Kwaśniewskiego żadnej ekipie nie udało się mianować rozgarniętego w miarę ministra od sportu. Na tym bezbarwnym tle nieudaczników pani Jakubiak jawi się jak wyjątkowej jasności gwiazda. To, że premierowy bliźniak wynalazł Lipca, nie dziwota. Taki wybierający, jak i wybrany. Chociaż Lipiec przy wielkim edukatorze Giertychu i tak mógł robić za orła. Tenże Lipiec w jakimś swoim widzie postanowił naprawiać nadgryzioną urodę rodzimego balona kopanego w taki sposób, że postanowił pokazać to, czego nie miał, czyli władzę nad tymże balonem. Natupał, napodpisywał durnych zarządzeń, naopowiadał głupot, aż w końcu go skuli i posadzili w pierdlu. W dodatku to wszystko europejskie władze od tego balona kazały naszym władcom odszczekać. I ci szczekali. Nastał Drzewiecki i znowu zrobił wojnę tuż przed wyborami w PZPN. Co zyskał? Smród, śmiech i najmniejszego pożytku. Sprowokował sytuację będącą klasycznym dylematem konstrukcyjnym zbieżnym. To znaczy, że obojętnie jakie rozwiązanie nastąpi, będzie ono złe. Dlaczego? To proste. Jeśli Drzewiecki uprze się przy swoim komisarzu i zawieszeniu władz PZPN, naszych kopaczy europejskie władze balonowe karnie wywalą z rozgrywek eliminacyjnych, a w dalszej perspektywie pozbawią nas organizacji Euro 2012. Jeśli minister wycofa się, śmiechu będzie co niemiara i pewnie nikt poważnie nie będzie go już traktował, podobnie jak i naszych deklaracji rządowych. Chyba, że nasz rząd nie widzi realnych możliwości podołania wymogom stawianym organizatorom mistrzostw Europy i w ten idiotyczny sposób chce się od tego wyłgać, polecając Drzewieckiemu rżnięcie głupa ku uciesze cywilizowanego świata. Już byliśmy i błaznem i papugą narodów, ale głupa jeszcze nie rżnęliśmy. Może nadeszła pora?
październik,
Roman Małek
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz