czwartek, 13 listopada 2008

Staje pytanie

Życie nie znosi próżni. Gdyby chodziło o walory Kaśki zza rzeki, czy loczków Bogusia Kotuli – to byłby pryszcz. Ale twórczość naszych wybrańców wymaga czołobitności. Nie chcem, ale muszem przyznać palmę (che, che) panu prezydentowi. I niechaj mu stoi, nie tylko pytanie.

Czarownice – w pojmowaniu Lecha Wałęsy, to nic innego jak kacze barachło, które przyprowadziło swoją trzodę pod pomnik gdańskiej Solidarności i czciło w tromtadrackim sosie rocznicę solidarnościowego sierpnia. Wynikało z oracji prezydenta Najjaśniejszej, że Wałęsy w ogóle na świecie nie było. Byli tylko Kaczyńscy i prałat. No, może jeszcze Borusewicz, chociaż ostatnio skundlony przez PO. W przyszłym roku Lech Wałęsa obiecał przyprowadzić swoich i te kacze czarownice pogonić. W ten sposób chce przerwać pisanie historii Polski przez Kurtykę et consortes. Tak mu dopomóż Bóg. Nawet najbardziej polski historyk, Anglik Norman Dawies ni cholery z tej wojny nie rozumie, chociaż bardzo stara się. A może by tak wysłać Rambo i zaaresztować prezydencką wojnę za zakłócanie pokoju? W IPN dokonali epokowego odkrycia, że porozumienia sierpniowe podpisywał Lech Kaczyński z Jarosławem Kaczyńskim, a nie jakiś tam Wałęsa, którego w ogóle nie było. Niejaki Kurtyka ma na ten temat napisać dysertację habilitacyjną.

Dać ucho – tak ideolo Brudziński posądza premiera Tuska o to, że zdradza interesy Kaczyńskich. Zamiast grzmieć na tych ruskich, mówi coś o rozsądku i śle ministra Radka w charakterze prezydenckiej przyzwoitki w gruzińską podróż. Brudziński ucha dać nie może, ponieważ ma koślawe ze względu na zwyrodniałe ukierunkowanie kaczyńskie.

Lot na Marsa – to według radnego Kopaczewskiego rozwiązywanie problemu MPK w Rzeszowie. Nie sądzę, aby Pan Antoni wiedział na czym polega trudność lotu na czerwoną planetę. Być może ma takie pojęcie, jak pewien radziecki decydent, który wysyłać chciał ekspedycję na Słońce. Gdy wyjaśnili mu, że uniemożliwia to niewyobrażalna temperatura tej olbrzymiej gwiazdy, zdecydował, że należy z tego powodu lecieć nocą, gdy Słońce nie świeci. Lot na Marsa ma się tak do problematyki MPK, jak radny Kopaczewski do Alberta Einsteina.

Rozmemłane stanowisko – definicja posła Kurskiego. Tak określił stosunek rządu do awantury gruzińskiej. Poseł nieco pomylił się semantycznie. Chociaż, jeśli spojrzeć w jego gołębie oczy, memłanie może dotyczyć wszystkiego. Durny naród kupi każdy jego drzyst. Panie pośle, memłaj pan skolko ugodno. Przyznaję panu tytuł największego memłacza IV Pospolitej. Szczęść Boże.

Staje pytanie – tak uznał prezydent Najjaśniejszej po wybuchu militarnej awantury w Gruzji. Stanąć mogą różne rzeczy. Koń dęba, pociąg, zegarek i coś tam Jaśkowi z Przydupia. Ale prezydentowi, jak na złość, stanęło akurat pytanie! W dodatku stanęło w ruskim odzieniu. Skoro stanęło, to należało koniecznie coś z tym zrobić. I prezydent zrobił, jak najbardziej. To pytanie w stanie erekcji obwiózł po Gruzji, Ukrainie, Litwie, Łotwie i Estonii. Inni nie byli specjalnie nim zainteresowani. Gdy trzasnął tym stojącym pytaniem w Unię, to takie zrobił wrażenie, że nawet Malta specjalnie tego nie zauważyła. No i to stojące pytanie wyorędował niczym Marek Kondrat w telewizorni, za przeproszeniem, publicznej. Nie wiem jak Państwu, ale mnie podobało się. Prezydent był lepszy od Kondrata.

Talibowie – zacietrzewieni ortodoksi PiS. Uważam takie określenie za komplement. Przecież Talibowie są fanatycznymi ideologami, rzeczywiście przekonanymi o swoim posłannictwie. Pisowscy ortodoksi są przekonani wyłącznie do prezesa i swojej boskości. I są nieomylni jak papież i moja teściowa. No, może jeszcze prezes od kota i Ziobro.

Wyjce PiS-u – miano nadane przez prof. Bartoszewskiego po wygłupach Kaczyńskiego w Gdańsku. Muszę przyznać, że profesor obraził sympatyczne zwierzątka zwane wyjcami. Za porównanie ich do pisowskiego hauskomanda powinny wyć wniebogłosy i mieć profesorowi za złe. Przecież one głupot nie plotą i nie mają u siebie Ziobry, Szczygły i innego Kurskiego, że o boskiej Szczypińskiej nie wspomnę. A przecież wyć każdy może, raz lepiej, raz gorzej. Jeśli to prawda, że dwór tworzy króla, to pisowskie wyjce mogą tak wyć, że po nich nawet potop nic nie da.

wrzesień,
Roman Małek

Brak komentarzy: