Wpierw pojawił się od lat cykliczny problem funkcjonowania rzeszowskiego MPK. Ta swoista kwadratura koła działa jak bumerang i zawsze kończy się tym samym, czyli niczym. Jednak w czasie ostatniej sesji było pewne novum. Otóż na sesyjną galerię przybyli komunikacyjni związkowcy z kamerą i dokumentowali z wykrzywionej, sufitowej perspektywy przebieg biletowej debaty. Chociaż tak naprawdę debata stoczyła się z biletowej na ocenną równię pochyłą. Prawa strona starała się sponiewierać prezydenta za jakąś tam „negocjacyjną słabość” w zmaganiach ze związkowcami MPK. W czasie poprzedniej debaty na ten temat mieli odmienną opinię. W dodatku nie podjęli nawet próby zdefiniowania tego zjawiska. Po prostu ograniczyli się do najbanalniejszej retoryki politycznej bez tworzenia wrażenia sensownego poszukiwania rozwiązania. Same obiegowe komunały o funkcjonowaniu komunikacji miejskiej wywołują już tradycyjnie uzasadnione rozbawienie obserwatorów. Jedno nie podlega dyskusji. Z problemem MPK należy coś sensownego i praktycznie efektywnego zrobić. Samo narzekanie tej kwestii nijak nie rozwiąże. Zaś zwiększanie dotacji miejskiej dla ratowania kondycji finansowej niereformowalnego przedsiębiorstwa jest działaniem Janosika po nowemu. Zabrać bogatym i biednym nie dać. Ponadto idiotyczne i puste hasło powiązania wzrostu cen biletów w wzrostem jakości usług, to mniej więcej to samo, co wymaganie od radnego Kultysta obywatelskiej mądrości i poszanowania zasad politycznej kindersztuby. Po niemal dwugodzinnym przelewaniu z pustego w próżne cała sprawa utknęła w punkcie wyjścia. Wszyscy zgodzili się, że z komunikacją nie jest dobrze. Skoro radni nie mieli pomysłu na wymyślenie komunikacyjnego prochu, problem zepchnęli do komisji. A tam niby kto zasiada? Jacyś mędrcy tego świata, czy ci sami radni? I wszystko jakoś kręci się!
Późniejsze obrady biegły już rutynowo, aż do czasu cudnej urody wystąpienia radnego Jacka Kiczka, jako żywo wyjętego z teatru absurdu. Otóż kropnął on taką inicjatywą, że najstarsi górale zgłupieli po baraniemu. Zaproponował uchwalenie przez Radę Miasta przytulenie do partnerskiego biustu Rzeszowa gruzińskiego miasta Gori. W dodatku wyglądał zupełnie trzeźwo. Domyślam się, że chodziło mu o święte oburzenie z powodu bombardowania rosyjskiego. Ale trafił, jak Amorem w teściową. Propozycja ta ma jednak urok niezwykły, jak na funkcjonariusza PiS. W Gori urodził się i spędził dzieciństwo nie byle kto, bo sam Józef Wisarionowicz Stalin. Do dziś w tym mieście jest niekwestionowanym bohaterem, niemal świętym mężem. Pomnik wielkiego Gruzina w Gori ma samych spodni Stalina coś z dziesięć metrów. Ponadto miasto ma znakomite muzeum i parę imion Wisarionowicza z różnych okazji. Wtajemniczeni twierdzą, że w tym mieście zamieszkuje liczna rodzina generalissimusa, która cieszy się wielką estymą pobratymców. Ma swoich przedstawicieli wśród najwyższych władz miejskich i nie tylko. Jeśli ta wyjątkowo ucieszna inicjatywa wesołka radzieckiego, Jacka Kiczka przyjmie się, to mam kilka propozycji programowych. Można w Rzeszowie utworzyć filię stalinowskiego muzeum z Gori, można zaprosić przedstawicieli rodziny wodza, zasiadających we władzach, na sesję panelową na temat wyższości kultury stalinowskiej nad kulturą kiczkowską, zorganizować sesję naukową na temat wyższości Jacka Kiczka nad mniejszością gruzińską w Abchazji, zakupić fajkę Stalina i kieliszek, z którego pił toast po podpisaniu układu Ribbentrop-Mołotow, wydać miejskim sumptem w skórze dzieła wybrane Józefa Stalina, w okrojonej wersji może być tylko jego wiekopomny traktat językoznawczy. Sam miłośnik Gori, radny Kiczek, powinien bez wahania kupić halabardę i pośpieszyć na odsiecz Gruzinom. Wprawdzie to nie to samo, co u hetmana Żółkiewskiego, ale zawsze coś. Ponadto jest jeszcze kilka innych miejscowości godnych inicjatywy radnika Kiczka. Swoje miejsce urodzenia mają także: inny Gruzin Ławrentij Beria, Feliks Dzierżyński, Kim Ir Sen, Mao Tse Tung, Idi Amin, Fidel Castro i paru innych. Zatem pole do poPiSu jak najbardziej spore. Nie wiem dlaczego dziwią się, że pijany traktorzysta zaorał 50 metrów drogi asfaltowej. Szczęść Boże, radny Kiczek, w tej orce!
wrzesień,
Roman Małek
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz