Z kolei prawa i sprawiedliwa posłanka, przyboczna Lecha Kaczyńskiego, Jakubiak zamierzała błysnąć medialnie wiedzą i huknęła takim odkryciem, że ręce opadają szeleszcząc. Chociaż z daleka wygląda na mądrą, która nawet czytać prawą ręką potrafi. Otóż stwierdziła ona, że żona Sikorskiego, o bardzo polsko brzmiącym nazwisku Apelbaum, jest znakomitością intelektualną, która napisała „Archipelag Gułag”. Jest to mniej więcej taka prawda jak to, że obwodnica jest tym samym co okrężnica, a moja teściowa gołąbkiem pokoju i primabaleriną.
Pewna urzędniczka Ministerstwa Finansów pozwoliła sobie na taką interpretację prawa fiskalnego, jak w słynnym „Paragrafie 22” Hellera. Mówiła jak w kościele, tak że nikt nie rozumiał. Otóż okazuje się, że każdy kto skorzystał ze szczepionki przeciwko świńskiej grypie, zafundowanej przez pracodawcę, musi fiskusowi odpalić 18 bądź 32 procent wartości tej szczepionki. Jest to bowiem przychód, chociaż wkłuty, a nie portfelowy. Nie ma tu najmniejszego znaczenia fakt, że pracodawca nie płacił za te szczepionki kierowany względami altruistycznymi lecz egoistycznymi. On po prostu chce mieć zdrowych pracowników, którzy będą efektywnie na niego tyrać. Cała sprawa rozbija się o to, że takich szczepień nie nakazuje prawo, a więc musi to być przychód do opodatkowania, chociaż prawnicy twierdzą, że tyle w tym prawdy ile w cud diecie, przy której potrzebny cud aby schudnąć.
Aż strach pomyśleć o problemie szerzej. A jeśli ten pracodawca, ciągle kierowany względami egoistycznymi, zechce nam zafundować pakiet medyczny albo możliwość korzystania z basenu, albo nie daj Bóg pojeżdżenie dla relaksu na jakiejś chabecie? Tak po prostu, abyśmy byli jeszcze wydajniejszymi pracownikami? Pewnie lepiej z tego od razu zrezygnować. No dobrze! Ale co sobie pomyśli ów pracodawca? Pewnie że olewamy jego robotę. A jeśli w ramach promocji kupujemy pojemnik soku, do którego producent dodaje nam ćwiartkę pojemności za darmo? Chyba lepiej od razu w sklepie tę ćwiartkę wylać, zamiast traktować jako przychód. Przecież prawo nie nakazuje dolewania nam owej ćwiartki. A jeśli u dentysty będzie promocja i każdemu kto wyrywa zęba wyrwą drugiego gratis, nawet zdrowego? To jaki to będzie przychód do opodatkowania? Idąc dalej, trzeba jakoś fiskalnie potraktować Burka obdarowanego przez zaprzyjaźnionego rzeźnika smakowitą kością. Czyj to przychód, kundla czy właściciela? Zresztą ten przychód i tak szybko zamieni się w odchód. Zatem jeśli kundla, to jak on ma ten przychód rozliczyć? Szczekaniem codziennie w Anioł Pański na cześć ministra finansów, czy merdającą lambadą w intencji zdrowia psychicznego w ministerstwie i króliczej płodności w tworzeniu dalszych idiotyzmów fiskalnych? Przecież trzeba koniecznie coś wymyślić, gdyż naród coraz mniej pije wykazując się tym samym aspołeczną postawą, rodzącą dziurę budżetową. Każda niewypita półlitrówka, to ubytek kilkunastu złotych w narodowej kasie. I z czego rząd ma pokrywać koszty utrzymania naszych dzielnych wojaków bijących się w amerykańskiej wojnie? Chociaż ostatnio nieco bilans poprawiła top modelka Felicjańska, która już nie mogła się powstydzić dmuchniętego wyniku promilowego. Prawie 2,5! Zresztą inaczej nie uradowałaby warsztatów samochodowych rozwalając na cacy coś ze trzy auta. Nadaje się do parytetu, jak Łyżwiński na kłusownika seksualnego.
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz