Taki stan od razu rodzi pytania o przyczyny. Czyżby nasi rodacy z jakiegoś powodu zaczęli sabotować kolej? Nic podobnego, kolej sabotowała się sama, z własnej nieprzymuszonej woli. Skoro koszty przewozu towarów są na kolei wielokrotnie wyższe, aniżeli u przewoźników samochodowych, to kto przy zdrowych zmysłach będzie z nich korzystał? A przecież ten dział usług był kolejową potęgą! Skoro kolejowy bilet do Kolbuszowej jest dwukrotnie wyższy, a bus jedzie o połowę krócej, to tylko pod karabinową eskortą ktoś do tego pociągu wsiądzie. Do Przeworska bus jedzie w czasie porównywalnym z koleją, ale jest o jedną trzecią tańszy i w busie nie śmierdzi oraz nie telepie niemiłosiernie. Jeśli trafi się jakiś masochista, to może zafundować sobie kolejową przygodę do Jasła. Pojedzie sobie po lordowsku sam w składzie o jednym wagonie. Musi jednak być odporny na niemiłosierne telepanie i jazdę z maksymalną prędkością 30 km na godz. Taką prędkość rozwijał w XVIII wieku wynalazek Stevensona, ale bez takiego poniewierania człowiekiem podczas jazdy. I ta nieprzyjemność trwająca półtora raza dłużej jest drugie tyle droższa od busa. To gdzie tu jest jakaś logika konkurencyjna? Współczuć należy jedynie tym, którzy dojeżdżać muszą, a do międzymiastowych dróg mają daleko, natomiast przystanki kolejowe obok. Całość świetnie obrazuje udostępniona mi przez Józefa Gajdę ilustracja rozkładu jazdy do Jasła, kiedyś i obecnie. Właśnie w tamtym czasie w jedną stronę dobowo jechało prawie trzydzieści pociągów, najczęściej zatłoczonych, a dzisiaj dwa o jednym wagonie z konduktorem i sporadycznie pasażerem hobbystą.
Polityczne lobby krakowsko-lubelskie postanowiło doprowadzić do parcelacji województwa rzeszowskiego. Odbiło się to również na kolei. Najmłodsza linia kolejowa do Ocic przez Kolbuszowę zarosła badziewiem, a do stolicy kolejarze wożą nas właśnie przez Kraków i Lublin, pewnie na skróty. Coś zmieniło się dopiero po decyzji, że kopacze balona będą wykopywać mistrzostwo Europy w Polsce. Zaczęła się reanimacja kolei do Kolbuszowej, a następnie dalej z zamiarem wznowienia najkrótszego i szybkiego połączenia z Warszawą. Pewnie nie będzie to CGT, ale możliwe, że kiedyś za 3 godziny do stolicy dojedzie. Oby! Odpacykowano śmierdzący i rozpadający się budynek dworca głównego, a w jego holu można nawet podziwiać zasiatkowaną ceramikę artystyczną rzeszowskiego plastyka Jerzego Tarnawskiego. Gdyby tak jeszcze komuś zechciało się wyremontować perony, szczęśliwość kolejowych tubylców zbliżyłaby się do pełni. No i cała nikomu niepotrzebna zabudowa starej parowozowni może znajdzie jakiegoś pomysłodawcę, który zdoła ją z pożytkiem dla miasta ożywić. A na zaniedbanym budynku przy moście kolejowym może przestaną rosnąć na dachu brzozy samosiejki?
Nie chcę zniesmaczyć czytelników opisem stanu rzeszowskich dworców pod zawołaniem Staroniwa i Osiedle. Nawet najbardziej odpornych na destrukcję, marnotrawstwo, głupotę i gospodarcze idiotyzmy, może przytrafić to o reakcje wymiotne. Oczywiście, nie tylko kolejowe. Ciągle pozostają aktualne pytania o przyczyny i autorów. Retoryczne! Kolejarzowi z krwi i kości zadałem kiedyś, przy sposobności przygotowywania rozkładówki naszego miesięcznika z okazji 150-lecia kolei w Rzeszowie, pytanie – czy z tą koleją w Rzeszowie może być jeszcze gorzej? Odpowiedział filozoficznie z zastrzeżeniem anonimowości. Gdyby mogło być gorzej, to już by było. Czy coś można tu dodać? Panie Zbyszku, zdrowia życzę! Szkoda, że nie chcieli skorzystać z pana wiedzy. Wiedzieli gorzej, ale byli górą! W naszych dziejach, to żadna rewelacja.
Ale wreszcie coś drgnęło. Najbardziej budujące jest to, że podjęto poważne prace na linii kolejowej Kraków-Przemyśl. Naprawdę bowiem serce się kraje, gdy ze względu na fatalny stan torowiska jadące tędy pociągi osiągają mniejsze prędkości aniżeli cesarska kolej wiedeńska. Jakoś trudno mi sobie to wyobrazić, ale ponoć pociągi mają tu jeździć z prędkością do 160 km na godzinę i w dodatku będą, wygodne, pachnące, dobrze wyposażone i punktualne.
Sądząc po robotach na torowisku do Strażowa, a nawet Łańcuta wydaje się, że ktoś poszedł po rozum do głowy. Może jest to skuteczna reanimacja naszej kolei państwowej, czyli mojej i każdego innego pełnoprawnego obywatela? Rozpieprzyli to przecież także w naszym imieniu i ponoć dla naszego dobra! Ale bez unicestwienia idiotycznych struktur biurokratyczno-personalnych wydaje się to utopią. Chciałbym wierzyć nawet w utopię, w której ktoś kolejarsko mądry utopi około pięć tysięcy dobrych synekur z politycznego nadania, a zastąpi je fachmanami typu pana Zbyszka. Bezpartyjnego fanatyka, a przede wszystkim znawcę, nie tylko polskiego kolejnictwa. Ot, takie sobie, pasażerskie marzenie. Czy realne?
Roman Małek







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz